Budzisz się. Ledwie.

Patrzysz w sufit, a twoje sklejone oczy dostrzegają na nim jakiś czarny punkcik. Zastanawiasz się chwilę. To musi być ten komar, którego ukatrupiłeś zrolowanym numerem „Svenska Dagbladet” jakieś parę tygodni temu. Kiedy jeszcze było ciepło i komary próbowały za wszelką cenę nachlać się twojej rozrzedzonej aspiryną krwi. Fajnie. Trzeba to kiedyś posprzątać. Szkoda, że nie masz kiedy. Oj, biedny ty.

Przez okno nieśmiało zagląda dzień; stłumiony przez warstwy coraz ciemniejszych listopadowych chmur. O istnieniu jakiejś płonącej kuli na niebie już dawno temu zapomniałeś.

I tak sobie patrzysz w ten sufit. Bezmyślnie. Bo na myślenie będzie czas później.

Z bliżej nieokreślonego stanu osłupienia wyrywa cię największy nieprzyjaciel człowieka. Budzik.

Kiedyś budziła cię jakaś szwedzka piosenka. Szlagier. Był głośny i nieznośny, ale przynajmniej fajny. Wkrótce zaczął być już tylko głośny i nieznośny.

Twoja ręka podnosi się z niedowierzaniem. Tak, twoja ręka. Na razie nie musisz podnosić głowy, więc tego nie robisz. Oszczędzasz energię. Ekonomiczny styl życia, bardzo skandynawsko z twojej strony.

Ósma zero-zero. Godzina zastępów martwych ciał jeżdżących tramwajami.

I wtedy zaczyna się coś, co zna każdy student. Twój mózg osiąga nowe rekordy w łączeniu wątków i matematyce. Ile jest nieobecności na wykładzie z językoznawstwa? Ile już wykorzystałeś? Czy później masz jakieś okienko? Tak, przecież masz – więc bez sensu iść na ten wykład, skoro równie dobrze mógłbyś spać do jedenastej.

Ale prędzej czy później musisz wstać. Ta jedenasta to tak naprawdę jedynie opóźnienie nadejścia kary.

Dziś twoją karą jest słuchanie o systemie krzyków gibona.

Filologia szwedzka, gibony. Minąłeś się z powołaniem, powinieneś był iść na Rolniczy.

Gramolisz się z łóżka. Nie ścielisz go, bo skoro i tak wracasz do domu o dziewiątej wieczorem byłoby to stratą czasu.

Skrupulatnie wybierasz ubranie. Skrupulatnie, czyli na oślep macasz stojące przy biurku krzesło z IKEI, które pełni funkcję twojego wieszaka. Wielofunkcyjne. Ci Szwedzi są geniuszami designu.

Dziś pada na bluzę z kapturem i dres. O, to tak jak wczoraj. I przedwczoraj.

Na przystanku wsiadasz do śmierdzącej przegubowej puszki, którą ktoś bardzo dawno temu nazwał „tramwajem”.

Nie dojeżdżasz do końca, bo trafia cię szlag. Wysiadasz na pierwszym lepszym przystanku i idziesz z buta. Sprawdzasz czas. Spóźnisz się. Czyli będziesz w sam raz.

Szwedzki kocha, szwedzki rozumie, szwedzki poczeka. Wykładowca – już niekoniecznie.

Na zajęcia zacząłeś przynosić laptopa. Nie chciałeś być pierwszym, który to zrobi, ale już pierwszego dnia zauważyłeś, że łapa ci odpada od przepisywania slajdów do zeszyciku. Z laptopem żaden krzyk gibona ci niestraszny. A ogólnodostępne uniwersyteckie wifi i fejsbuk – też potrafią człowieka pocieszyć w chwilach wyjątkowej słabości.

Po językoznawstwie masz okienko. W sumie koło dwóch godzin. Mógłbyś iść na kawę z jakimiś znajomymi z prawa, ale byłeś już z dziesięć razy w zeszłym tygodniu. A tak swoją drogą, to za bardzo nie chce ci się słuchać o kolejnym „zakręconym” wykładowcy (miałbyś na to inne określenie) i arcytrudnym kolosie z paru sentencji łacińskich.

Schodzisz do wydziałowej biblioteki. Co prawda w budynku są trzy windy, ale masz nóżki, które jeszcze do czegoś się nadają. Więc używasz schodów. Jak jakiś jaskiniowiec.

Wydziałowa biblioteka to Olimp w Hadesie. To zajmujący pół parteru i całą piwnicę górski szczyt, o którego istnieniu nie miałeś wcześniej pojęcia. Przynajmniej ośmioregałowy dział literatury skandynawskiej. Książki do gramatyki z poprzedniego stulecia. Manuskrypty Bergmana, powieści Fogelströma. Chciałbyś podejść do bibliotekarki i powiedzieć „tak, poproszę wszystko”, ale wiesz, że byłoby to bez sensu. Ostatnio wypożyczyłeś „Samhälle och politik”; leży na biurku. Nietknięte.

Zejście do biblioteki to akt daleko posuniętego masochizmu. Bo chciałbyś wszystko, a nie możesz. Bo ograniczasz się do jednej, a i tak ją ignorujesz.

Po okienku masz łacinę.

W zakładzie filologii szwedzkiej. W instytucie filologii germańskiej. Na polskim uniwersytecie. Ze zdaną maturą dwujęzyczną z języka angielskiego. Masz obowiązkową łacinę.

Spuśćmy na ten przedmiot kurtynę milczenia. Zaraz odezwą się omnibusy. „Łacina pomaga w nauce języków!” – to fajnie. Ty doskonale radziłeś sobie bez niej. A teraz musisz zwolnić ze wszystkim innym.

A skoro jesteśmy przy niemieckim, to warto wspomnieć, że na zajęciach z tego przedmiotu ciągle patrzysz w sufit. A na suficie czarna kropka. Dziesięć razy bardziej interesująca niż ta, którą masz u siebie w domu. Ta jest nieregularna. Kolor wyblakł. Ależ ten komar musiał mieć przygody! Musiał przelecieć całą Polskę; jak mały Nils!

Swojego nowego zmasakrowanego przyjaciela nazywasz Roman. Wielka szkoda, że nie żyje. Może podpowiedziałby ci na sesji.

Zajęcia kończysz popołudniem. Czasem wracasz do domu na pół godziny. Tylko po to, żeby zdjąć buty, powiedzieć bliźniakowi Romana jak bardzo wszystkiego nienawidzisz, przebrać się i wyruszyć na uniwersytet.

Filolog szwedzki, czyli tam i z powrotem.

Ale są też plusy. Nie zapominaj o nich. Owszem, może nie przyszedłeś na filologię dla krzyków gibona. Przyszedłeś dla Szwecji i szwedzkiego. I faktycznie – miało to sens.

Krajoznawstwo to najlepsze półtorej godziny w tygodniu. Jednego dnia buszujesz w zbożu słonecznej Skanii, kolejnego – mierzysz wysokości szczytów Kebnekaise w Laponii.

Wracasz do domu o dwudziestej pierwszej. I w sumie to jesteś zadowolony.

Na papierze już dawno temu powinieneś był wyzionąć ducha i zstąpić do środkowego kręgu piekieł. Kara jednak nie następuje. Zamiast tego otwierasz najpierw podręcznik do szwedzkiego, a później „En vinter i Stockholm” Agnety Pleijel. Bierzesz do ręki ołówek i zaznaczasz co ciekawsze słówka i konstrukcje.

I czujesz się znośnie. Czyli jak na studenta – bardzo dobrze.

2 thoughts

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s