Nyinflyttad, fattig och faderlös. Allt börjar från noll.

„dopiero co się wprowadził, biedny i bez ojca. Wszystko zaczyna się od zera”

Mówi się o Strindbergu i mówi się wiele, zawsze pochlebnie. Mówi się o Tranströmerze, choć i tak dość sporadycznie. Fogelström na taki zaszczyt nie może w naszym kraju liczyć i choć niedawno świętowaliśmy jubileuszową, bo setną rocznicę jego urodzin – w dalszym ciągu mało kto w ogóle kojarzy jego nazwisko. Ale może to i lepiej? W końcu jego serce zostało skradzione ze wszystkimi komorami i zastawkami przez Sztokholm. I mało który obywatel innego kraju niż Szwecja może to zrozumieć.

Per Anders Fogelström urodził się w Rosji 22 sierpnia 1917 roku jako syn zamożnych Arthura i Naëmi. Przed rozpoczęciem październikowej rewolucji mieszkał wraz z rodziną w pięknie wykończonym dziesięciopokojowym apartamencie. Do czasu.

Pokłosiem rewolucji bolszewickiej była przeprowadzka – i to z mojej strony spory eufemizm… bardziej pasowałoby słowo „ucieczka” – rodziny do Sztokholmu. Ojciec Pera krótko później powrócił do Rosji w celu uratowania majątku, jednak jak wkrótce się okazało – w ich starym mieszkaniu nie zostało nic wartego ratowania. Arthur został zmuszony uciekać do Finlandii, dokąd później sprowadził resztę rodziny, wraz z jego nowonarodzoną córką Ingrid. Rodzina Fogelström zamieszkała w fińskiej miejscowości Viborg w dość przyzwoitych warunkach; mogli sobie pozwolić na opiekunki dla dzieci, piękne wyposażenie domu i wiele innych stosunkowo drogich wygód, do których tak bardzo byli przyzwyczajeni.

Szczęśliwy epizod zakończył jednak okrutny koniec. Małżeństwo zbankrutowało, a Arthur zapragnął rozwieść się z Naëmi i wyjechać do Ameryki w poszukiwaniu nowego życia i w ucieczce od wstydu. Tak też się stało.

Jakiś czas później, sześcioletni Per wraz z siostrą i matką przeprowadził się do Sztokholmu. Początkowo mieszkali na Vasastan, jednak później warunki materialne zmusiły ich do pobytu w domu dla biednych i samotnych matek na Södermalm. W tak smutnych dla umysłu dorosłego człowieka okolicznościach zaczęło rozkwitać gorące uczucie młodego Pera do Sztokholmu.

sthlm1.jpg

Szwecja prawdopodobnie nie doczekałaby się jednego ze swoich najwybitniejszych pisarzy gdyby nie przyzwoity gest ciotki Pera Andersa, która wstydząc się za ucieczkę Arthura postanowiła wesprzeć bratanka finansowo i zapisać go do bardzo dobrej prywatnej szkoły Whitlockska Skolan. To właśnie tam Per Anders przeżył pierwsze zderzenie z ponurą rzeczywistością podziału klasowego. I niestety nie chodziło o klasy w szkole.

Jag levde i stiftelhuset värld och skolans värld

„żyłem w świecie domu fundacji i w świecie szkoły”

Na archiwalnych zdjęciach odgrzebanych ze szkolnych szuflad widzimy dzieci z najbogatszych rodzin w Szwecji. Schludnie ostrzyżeni chłopcy ubrani w grube swetry i wyprasowane w kant spodnie, a wśród nich mały Per Anders – niczym się nie wyróżniający. Nikt nie wiedział, że po zajęciach Fogelström wracał do bardzo ubogiego pokoju w domu jednej z fundacji na Södermalm, gdzie czekała na niego smutna, lecz w dalszym ciągu dumna matka.

per3

Naëmi wychowała syna samodzielnie, bez niczyjej pomocy. Pamiętając o czasach rosyjskiego i fińskiego dobrobytu w chwilach największych finansowych kłopotów zaciskała zęby i starała się pożyczać pieniądze i pracować więcej niż zwykle. Jej wpływ na przyszłą twórczość Pera Andersa jest uznawany za nieoceniony. To właśnie Fogelström zdawał się kłaść kres utrwalanemu przez wieki wizerunkowi rodziny ściśle patriarchalnej. Wielokrotnie wyrażał się o swojej matce w samych superlatywach i z podziwem, być może podświadomie czerpiąc cechy jej charakteru i zamieszczając je w kreacjach postaci swoich przyszłych powieści.

Znawcy literatury uważają też, że niespotykana wrażliwość Fogelströma to zasługa właśnie jego matki, siostry i ciotki – najważniejszych osób w jego życiu, które akurat były kobietami. Ciężko pracującymi, dumnymi, przyzwoitymi kobietami. Osobami, które Per Anders zawsze cenił, i których wkład w społeczeństwo był karygodnie pomijany.

Ingen manlig författare har skrivit så mycket om tvätt, disk, matlagning

„żaden pisarz mężczyzna nie pisał tyle o praniu, zmywaniu, gotowaniu”

Stosunek młodego Fogelströma do ojca był dość skomplikowany. Arthur pisał do swoich dzieci raz na jakiś czas, od czasu do czasu przesyłając jakiś telegram z życzeniami świątecznymi. Podświadomość Pera Andersa była z pewnością przepełniona żalem i gniewem skierowanym w stronę ojca; człowieka, który nie chce znać swoich dzieci. Człowieka, który pozostawił swoją żonę. Młody Fogelström był jednak dalej niewinnym dzieckiem. Przy każdym pukaniu do drzwi podbiegał z nadzieją zobaczenia ojca, którego wciąż chciał poznać, i którego był strasznie ciekawy. Swoje uczucia przelał lata później na papier:

Men snart du nog får höra
Mamma viska i ditt öra:
Pappa kommer hem

„(…) ale wkrótce możesz usłyszeć jak mama szepcze ci do ucha: >>Tata wraca do domu<<„

Dzieciństwo Fogelströma do bezproblemowych nie należało, jednak w dalszym ciągu było szczęśliwe – i widać to na kartach jego wielu powieści. Opowiadająca o dziejach rodziny Bodinów saga „Stadserien” skupia się często właśnie na dzieciach; wesołych dziewczynkach pracujących w wakacje w manufakturach, cichych chłopcach odkrywających sekrety miasta. Wyszukiwanie podobieństw w kreacjach bohaterów serii wydaje się zadaniem wielotygodniowym, choć z pewnością nie żmudnym.

W książce „Barn av sin stad” („Dzieci swojego miasta”) śledzimy losy m.in. młodego Augusta, chłopaka mającego poniekąd dwie matki: tę biologiczną – ubogą Lotten – i sponsorującą go damę z wyższych sfer. August nigdy nie czuł się jakby należał do którejkolwiek z grup społecznych. Był wyrzutkiem, a znajomi z biednych domów nazywali go zdrajcą. Pocieszenie znajdywał w długich, samotnych wędrówkach po Sztokholmie. I tak przenosimy się do najważniejszego aspektu twórczości Fogelströma.

Jag inspirerades av skymning och mörker, av lyftkranarna som stod som stora tysta djur vid vatten. Och av de tomma gatorna där lamporna och enstaka billjus speglade sig i regndiset


” (…) inspirowały mnie zmierzch i ciemności, żurawie budowlane, które stały jak ciche zwierzęta przy wodzie. I te ciche ulice, na których lampy i pojedyncze światła samochodów odbijały się w mżawce (…)”

Sztokholm jest dla Fogelströma jedyną stałą wartością w świecie pełnym dynamicznych zmian. Nie jest jednak idealny ani mitologizowany; pełen rzezimieszków, pijackich bijatyk, ludzkich tragedii i patologii obraz miasta jest ukazany w sposób sprawiedliwy i nie pomijający żadnych szczegółów.

Ciemne i zimne uliczki Starego Miasta, Norrmalm i Södermalm są jednak domem dla Augusta, Emelie i rodziny Bodinów; nawet pomimo nieprzyjemnych spotkań czy absurdalnych, dziecięcych obaw Sztokholm jest tym jedynym miastem na świecie, w którym bohaterowie wyobrażają sobie życie. Co poniektórzy widzą w leniwie falujących wodach jeziora Mälaren świetlaną przyszłość, której punktem zapalnym i katalizatorem będą oni sami. Inni nie mają czasu na myślenie, bo ich głowy zaprząta kwestia wykarmienia wielodzietnej rodziny i odwieczny problem – jak zrobić coś z niczego?

Hemma hos Per Anders Fogelström som tittar ut genom fönstret i

Na papierze bohaterami sztokholmskiej sagi jest rodzina Bodinów. W rzeczywistości jednak najważniejszą postacią jest społeczeństwo. Wszyscy i nikt; idea. Choć myśli dotyczące ówczesnego stanu społeczeństwa nie są przez Fogelströma precyzowane, to są doskonale widoczne na każdym kroku. Dzięki pracy Emelie widzimy, że kobiety są o wiele ważniejsze dla społeczności niż się wówczas myślało. August jest literackim „everymanem” – trapionym przez moralność indywidualistą, który uwięziony jest pomiędzy klasami i grupami społecznymi, który nie przynależy dosłownie nigdzie, i który próbuje odnaleźć siebie. I choć odnajdziemy w książkach wiele wątków pozwalających na przypuszczenie o autobiograficzności serii (we Fredriku niektórzy dopatrują się wizerunku Arthura Fogelströma, bogata „mama” to ciotka Pera, a Lotten ma podejrzanie wiele cech podobnych do Naëmi) to właśnie cały Sztokholm jest w nich najważniejszy. Miasto, które jest na każdym twoim kroku. Które widzi zapłakane dzieci, brudne od węgla ręce robotników i nieliczne lecz cenne chwile szczęścia. Miasto, które dzięki wspólnej pracy społeczeństwa prężnie się rozwija we wspólny dom dla wielu, i którego wady są dla wielu osób dopełnieniem perfekcji. Nie istnieje miejsce idealne, lecz najbliższym tego jest właśnie otoczony przez szemrzące wody mórz i jezior mroczny i bezlitosny Sztokholm.

per1

źródła:
– zdjęcia: Aftonbladet i archiwa publiczne,
– cytaty: wypowiedzi z dokumentu „K Special” oraz
z autobiografii „Hem, till syst”

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s