Bardzo dobra książka z bardzo słabą szatą graficzną i jeszcze słabszą promocją. O zniechęcającej przedmowie nie wspominając.

Tytuł: „Skandynawia. Wojna z trollami”
Autor: Tony Griffiths
Wydawnictwo: AMF Plus. Warszawa 2011.
Cena: słuszna (około 35 zł)

IMG_05192


Z „Wojną z trollami” miałem w sumie dwie przygody. Pierwsza zakończyła się dla pozycji tragicznie; książkę odrzuciłem z powrotem na zakurzony regał po przeczytaniu paru stron piekielnie nudnej i pompatycznej przedmowy. Parę miesięcy później dałem Griffithsowi drugą szansę, jednak zaczynając lekturę kilkanaście stron dalej. I nie żałuję. Bo przy pierwszym podejściu naiwnie zapomniałem, że przecież przedmowa niekoniecznie wychodzi spod pióra autora reszty zawartości.

„Scandinavia felix” to kilka stron wyszarpanych spod ołowianego pióra pana Tomasza Walata, które nadwerężają umysł bardziej niż pozostała zawartość książki razem wzięta. „Przedmowa do wydania polskiego”, a więc jak do gardeł musi nam zostać wepchnięta polska perspektywa. Czy to naprawdę takie szokujące, że gdy kupuję książkę o państwach Skandynawii to niekoniecznie mam ochotę już na pierwszych jej stronach czytać prawie tylko i wyłącznie o Polsce? Jeśli pan Walat miał za zadanie zniechęcić każdego potencjalnego czytelnika, który podniósł „Wojnę z trollami” z regału w księgarni to powinien dostać za to szóstkę, i to z plusem. Nie zrozumcie mnie źle – zrozumiałem koncept. Z czym Polakom kojarzy się Skandynawia i jakie są miedzy nami podobieństwa. Pomysł dobry, wykonanie bardzo słabe; na nie jednym blogu widziałem bardziej interesujące i, przede wszystkim, trafne wpisy na ten temat.

Już na 2. (słownie: drugiej) stronie przedmowy znajdziemy cytat z Adama Mickiewicza. W książce o tytule: „Skandynawia”. Tym zdaniem skończę zbędną gadaninę o polskim wkładzie w książkę.

Równocześnie przenosimy się do prawie samych pozytywów.

„Moja relacja zaczyna się od ostatniego dziesięciolecia osiemnastego wieku, ponieważ w tym właśnie okresie Skandynawia znalazła się w zapaści (…)”

Tak w rozpoczęciu pisze australijski historyk Tony Griffiths. Wykształcenie autora daje o sobie znać na przestrzeni kolejnych czterystu stron. „Wojna z trollami” to przede wszystkim opowieść o dziejach Skandynawii; to zarys historii w miarę współczesnej i nowożytnej państwowości każdego z krajów północy. Tony Griffiths nie wydaje się mieć jednoznacznego skandynawskiego ulubieńca, co z pewnością należy do mocnych stron książki. Bo o Danii to ja sobie mogę poczytać, ale bez przesady. Jego historyczny obiektywizm nie jest jednak równy oschłości – wielokrotnie natkniemy się na ironiczne podsumowania czy, co warto zaznaczyć, na dość artystyczne opisy i metafory. Wszystko ma jednak w „Wojnie z trollami” swój czas i miejsce, dzięki czemu Griffiths nie narusza integralności faktów historycznych. Autor prowadzi nas czasem „za rączkę”; tłumaczy kolejne etapy ciągu przyczynowo-skutkowego. Jednak to właśnie dzięki temu „Wojna z trollami” stanowi idealną książkę na leniwe wieczory – nowe informacje przyswajamy bez wysiłku.

Czytelnik znajdzie rozdziały skupiające się na dziejach poszczególnych krajów Skandynawii w kolejnych epokach. Lekkie pióro Griffithsa połączone z dość swobodną strategią retoryczną pozwala nam na żeglowanie po czasie i przestrzeni; po Bałtyku i fiordach jednocześnie. Przykładowo, w rozdziale dotyczącym Hansa Christiana Andersena schodzimy na temat Sørena Kierkegaarda, a przy okazji szybkiego przybliżenia życiorysu duńskiego filozofa autor opowiada o norweskim Henryku Ibsenie, którego „Brand” został odebrany przez krytyków za komentarz na temat nihilistycznych nastrojów Kierkegaarda.

Jeśli obawiacie się, że z powodu swojego historycznego wykształcenia Griffiths byłby skłonny do przynudzania, to nie powinniście. Oczywiście – znajdziemy fragmenty dotyczące stricte faktów historycznych. Opisy bitew, sporów dynastycznych czy politycznych przepychanek są jednak obowiązkową zawartością każdej książki pragnącej opisać dzieje jakiegokolwiek kraju czy regionu. Suchych faktów nie znajdziemy jednak wiele, a czasem przydługie opisy zbędnych szczegółów można zawsze ominąć bez mrugnięcia okiem. Więcej w „Skandynawii” jest literatury i sztuki; zarówno elementów żałośnie oczywistych dla filologów i pasjonatów, jak i aspektów całkowicie nowych, które zaciekawią każdego. Faktycznie – „Wojna z trollami” przez swoją dość konkretną koncepcję wydaje się wić w nieskończoność. To wina natłoku informacji. Jednak od kiedy zbyt wiele informacji to coś złego? Książka Griffithsa to idealna pozycja do czytania krok po kroku, rozdział po rozdziale. Każdy z nich jest integralną częścią opowieści, którą rozpocząć można w dowolnym momencie.

„Można o Sveaborgu powiedzieć, że miał dwa podbródki, jedno oko i pół serca”

Griffiths ma piękny warsztat literacki. Nie jestem w stanie zliczyć wszystkich zakładek, strzałek i podkreśleń, które złożyłem na kartach książki w trakcie lektury. Poza interesującymi anegdotami, rzadko poruszanymi tematami i specyficznym tokiem myślowym to właśnie zwykłe, pojedyncze zdania są prawdziwymi gwiazdami „Wojny z trollami”. Zdania, które zapadają głęboko w pamięć. Zdania, które dotyczą rzeczy tak idiotycznie błahych, że aż ciekawych. O tym, że widok pijanego Ibsena w zacienionych uliczkach południowych Włoch nie był niczym dziwnym. O tym, że skandynawska kolonizacja nowego świata rozpoczęła się o wiele wcześniej niż myślimy (pomijając wikingów – chodzi o pielgrzymów z prawdziwego zdarzenia).

Głównym punktem zaczepienia „Wojny z trollami” wydaje się być idea panskandynawizmu, a właściwie – przeszkody w jej osiągnięciu. Konflikty szwedzko-duńskie, szwedzko-norweskie, duńsko-norweskie pozostawiły według autora trwałe piętno na tożsamości obywateli poszczególnych krajów północy. Norwegowie mają za złe Szwedom, że ich ostatnia wojna była wyprawą ofensywną przeciwko nim. Szwedzi mają za złe Norwegom, że ci źle traktowali szwedzkich obywateli i szwedzkich wicekrólów. Czy te konflikty wciąż pozostają świeże w umysłach Skandynawów i czy panskandynawizm jest jedynie pobożnym życzeniem? O tym będziecie mieć zdecydowanie lepsze pojęcie po wartościowej lekturze „Skandynawii”.

IMG_0523

 

 

Jedna myśl

  1. Też lubię tę książkę, mimo że dotąd czytałam dość negatywnie opinie o niej. To chyba dobrze, że autor wyjaśnia nawet to, co może wydawać się oczywiste. W końcu nie każdy ma fioła na punkcie Skandynawii 😉 I zgadzam się z Tobą w 100% co do słabej promocji książki. Odkąd ją wydano „Skandynawia” jakoś się zawieruszyła na księgarnianych półkach i niewiele osób o niej słyszało, a szkoda.

    Hilsen
    Norwegolożka Ania

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s