O tym, że Szwedzi wraz z pozostałymi skandynawskimi braćmi lubią się od czasu do czasu wspólnie napić już wspominałem, m.in. przy okazji obchodów midsommar. Ale świętowanie przesilenia letniego było już dawno temu, a od konwenansów i codzienności dalej trzeba uciekać. Szwedzi nie byliby sobą, gdyby nie wymyślili czegoś chociaż w niewielkim stopniu zapełniającego pustkę i nostalgię końcówki lata. Stąd sierpniowe uczty rakowe, alkohol (znowu) lejący się litrami, dekoracje w kształcie księżyca i korzystanie z ostatnich prawdziwie ciepłych dni w roku. Choć i tak ze szwedzką pogodą bywa różnie.

Uczty rakowe w Szwecji to inaczej „kräftskivor”. Wygląda podejrzanie? Kraft, kräfta – można się pomylić. A skiva to przecież płyta; podłużna część czegoś. To o co w końcu chodzi? O jakąś płytę energetyczną? Niestety nie.

en kräfta to po szwedzku RAK
en skiva to po szwedzku IMPREZA 

Dlatego też podczas naszych sierpniowych wizyt w Szwecji możemy się spotkać również ze słowami „kräftkalas”, „kräftfest”, czy nawet okropne „kräftparty”. W każdym razie, bez większej filozofii, wychodzi nam rakowa impreza.

Pierwszą wzmiankę o rakach znajdziemy w szwedzkiej literaturze już w roku 1522. Wtedy też uważany za pierwszego szwedzkiego naukowca i lekarza biskup Peder Månsson stwierdził, że prototypem leku na cholerę może być roztwór z raka rozpuszczonego w alkoholu. Wiele lat później biolog i pisarz Carl von Linné – znany nam jako Karol Linneusz – stwierdził coś całkowicie odwrotnego; podobno nadmierne spożycie tego zwierzęcia mogło doprowadzić do poważnych zachorowań, a może nawet do śmierci. Linneusz na szczęście nie miał racji – w przeciwnym wypadku raczej nie mielibyśmy dziś imprez rakowych.

Oczywiście tradycja spotkań z rodziną i przyjaciółmi, łowienia raków i późniejszego popijania ich snapsem wszelkiego rodzaju nie sięga czasów niepamiętnych. Bez przesady. W Szwecji się nie przelewało – o czym wspominam przy okazji chyba każdego mojego wpisu, bo w dalszym ciągu wiele osób zdaje się o tym fakcie wygodnie zapominać. Dieta obfita w raki nie była rzeczą niecodzienną. Wówczas jadło się dosłownie cokolwiek, a nawet to cokolwiek czasem było nie do zdobycia. Na szczęście ryby, raki i rekiny zawsze gdzieś w słonych lub słodkich wodach pluskały, niezależnie od pory roku.

Jednak w połowie XIX wieku sytuacja raków w szwedzkich jeziorach osiągnęła status potencjalnie niebezpieczny dla całego gatunku. Przykładowo, z jeziora Hjälmaren wyławiano rocznie ponad 5 milionów osobników (dane z książki „Svenska traditioner” wyd. Ordalaget). Doprowadziło to do protestów licznych aktywistów, nie tylko ekologów. Skutkiem tego okazał się być kilkuletni absolutny zakaz łowienia raków w terminie od 1 listopada do 8 sierpnia. Po pewnym czasie sytuacja liczebności gatunku została opanowana i zakaz został zniesiony – jednak tradycja obżerania się rakami w sierpniu ostała się do dziś i stanowi dość istotny element szwedzkiej kultury. Skoro jest o tym w „Dzieciach z Bullerbyn” to musi być bardzo szwedzkie.

Carl-Larsson-Kräftfångst-1897

Jak wyglądają uczty rakowe? Jak każda inna impreza rodzinna. Czyli ciotka Babs pijana w trzy… korony (wybrnąłem), wujek Sven opowiada o swoim Volvo, a Ty masz ochotę wskoczyć do jeziora i nigdy nie wracać. Klasyka.

Kiedyś raki raczej łowiło się samodzielnie, tak jak prezentuje to malarz Carl Larsson w obrazie „Kräftfångst” z 1897 roku (powyżej). Dzisiaj zdecydowana większość Szwedów zaopatruje się w raki w sklepach lub bezpośrednio u poławiaczy, choć znajdą się też tacy, którzy z uczty rakowej robią całą ceremonię składającą się z wyjazdu na odludzie (bardzo często dopłynięcia do własnej wysepki na jeziorze) i kilkugodzinne łowy.

Raki są na szczęście o wiele wolniejsze od ryb i dlatego łatwiej je złapać – w przeciwnym wypadku wielu Szwedów musiałoby obejść się smakiem. Snaps leje się od rana; szczególnie akvavit, czyli charakterystyczne dla państw Skandynawii czterdzieści procent z bardzo długą historią (wytwarzany już od XV wieku).

Wśród dekoracji na ucztę rakową znajdują się świeże kwiaty i zioła, oraz lampiony. Przyjemnie, prawda? Też tak myślałem, dopóki nie zobaczyłem tych lampionów. Teraz mam już mieszane uczucia. Pyzata i uśmiechnięta buzia księżyca; twarz, która widzi wszystko? Trochę zbyt psychodeliczne jak dla mnie. A jakbym zobaczył coś takiego po paru szklaneczkach akvavitu to chyba pożegnałbym się z tą planetą. Zresztą przekonajcie się sami, bo nie wierzę, że tylko ja tak myślę.

manePoza Szwecją, kräftskivor spotkamy również w kulturze Finlandii, Norwegii (tam pod nazwą krepselag) i niektórych państw bałtyckich. Faktyczna pozycja tego wydarzenia nie jest jednoznacznie ugruntowana. Nie jest to ani święto, ani zwykły dzień – ale nie ma również jednej konkretnej daty kiedy cała Szwecja ucztuje. Z pewnością jest to jednak coś bardzo istotnego dla wielu Szwedów.

Na jednym z najbardziej rozpoznawalnych plakatów nawołujących do zagłosowania przeciwko prohibicji w 1922 roku znajdziemy hasło „Kräftor kräva dessa drycker!” – raki potrzebują tych napojów! Bo jak to – uczta rakowa bez alkoholu? Bez sensu. Afisz dalej apeluje: „Du måste avstå från kräftor om du icke röstar NEJ den 27 Augusti”, czyli jeśli nie zagłosujesz przeciwko prohibicji będziesz musiał wstrzymać się od spożywania raków. Skandal. Czy właśnie dlatego referendum zostało rozstrzygnięte na niekorzyść prohibicjonistów? Nigdy się nie dowiemy. Ale sam fakt użycia takiej retoryki musi wskazywać na wielką popularność raków w Szwecji.

 

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s