Kto złapał okrutnie słabego suchara w tytule?
To zabawne, bo Absolut to szwedzka wódka. He.

Od jakiegoś już czasu mamy wakacje, czyli dla wielu odpoczynek do granic wytrzymałości. Szanuję i zazdroszczę. Ja jednak nie próżnuję – podjąłem współpracę z grupą blogerów językowych i kulturowych i postanowiłem wziąć udział w przygotowywanym przez nich co miesiąc projekcie

„W 80 BLOGÓW DOOKOŁA ŚWIATA”.

25 dnia każdego miesiąca będziecie mogli znaleźć na blogu całkowicie świeży wpis dotyczący wybranego przez nas tematu; w tym miesiącu jest nim ALKOHOL. Cóż, zawsze warto się dowiedzieć co i jak pod tym względem w różnych państwach świata, nigdy nie wiadomo kiedy się przyda…

80blogow

Przygoda Szwedów z alkoholem jest jak niekończąca się opowieść. Jak romans ze złym zakończeniem. W końcu jakoś trzeba sobie radzić z krótkimi dniami, szarugą, chłodem i trudnościami w komunikacji – szczególnie na głębokiej północy.
Nie jest tajemnicą, że mieszkańcy Skandynawii mają większe niż przeciętne skłonności do używek (poza alkoholem na podium znajdują się również dopalacze i narkotyki miękkie). Zdziwieni? W końcu nie pasuje to za bardzo do stereotypu spokojnego i chłodnego Szweda. Jednak zarówno historia jak i moje własne spostrzeżenia wskazują na sytuację całkowicie odwrotną.

 

Korzystanie z efektów alkoholu wszelkiego rodzaju było w Szwecji od dawien dawna czymś normalnym; podobno każdy kolejny szwedzki król od XVIII wieku trzymał rękę na tętniącym wódką pulsie Sztokholmu. Obecnie szacuje się, że na początku XIX wieku przeciętny mieszkaniec Szwecji wypijał rocznie około 46 litrów napojów procentowych, czyli około 20 litrów czystego alkoholu. Obawa, że cały kraj dosłownie zachleje się na śmierć była przez wiele wieków czymś dość poważnym.

 

Również w szwedzkiej literaturze bardzo wyraźnie zaznaczone są wątki alkoholizmu. Przykładem może być saga „Miasto moich snów” mojego ulubionego szwedzkiego pisarza współczesnego – Pera Andersa Fogelström. Biorąc na błyskawiczny warsztat jego powieść „Barn av sin stad” („Dziecko swojego miasta”) możemy zauważyć rozmazany procentami pejzaż stolicy Szwecji. Pijackie bijatyki w biały dzień były czymś normalnym; Sztokholm był na przełomie wieków XIX i XX miastem mocno zindustrializowanym, w którym podział na klasy społeczne był bardzo silnie zaznaczony. Miastem trzęśli wówczas nieliczni właściciele fabryk, manufaktur i kamienic; sytuacja pozostałej części ludności prezentowała się natomiast o wiele gorzej. Często nie było co włożyć do garnka, nie było w co ubierać dzieci – współczesny nam „szwedzki raj” był wtedy dla wielu najniższym stopniem piekła. Sfrustrowana całokształtem sytuacji głowa rodziny najczęściej posuwała się do topienia swoich goryczy w gorzałce, która nie była wówczas jakoś szczególnie droga. Dlatego też była cichym złodziejem i zabójcą; ziarno do ziarna i okazywało się, że wszystkie oszczędności czy zaskórniaki i tak już biednej rodziny zostały całkowicie przepite, co skutkowało wieloma tragediami zwykłych ludzi.
Możecie stwierdzić, że taka patologia jest – o, ironio – dość zwykła i normalna. W każdym kraju, w każdej grupie społecznej znajdą się ludzie, którzy chętniej przytulają się do szklanki. Jednak w Sztokholmie przedstawionym przez Fogelströma w taki sposób funkcjonowały trzy ćwierci miasta, a wybrany przez niego sposób narracji (nie zatrzymywał się, aby tłumaczyć to zjawisko; ono tam po prostu było i należało do oczywistej części świata przedstawionego) wskazywał na „zwyczajność” tego uzależnienia.

 

Taka sytuacja utrzymywała się do roku 1922, w którym miarka się przebrała. Jeśli nie wierzyliście, że sytuacja była aż tak poważna, to teraz już naprawdę musicie. W sierpniu owego roku Szwedzi, wzorem Amerykanów, przeprowadzili ogólnokrajowe referendum dotyczące wprowadzenia bezwzględnej prohibicji. Propozycja upadła, jednak dość przypadkowo – wyniki poszczególnych opcji dzieliło zaledwie ok. 30 tysięcy głosów, a więc 2 punkty procentowe. Bardzo ważnym elementem kampanii przeciw alkoholizmowi było nadanie kobietom czynnych i biernych praw wyborczych – tak bliski remisu wynik referendum był zasługą płci pięknej, gdyż procentowo w większości okręgów to właśnie kobiety głosowały za ograniczeniem sprzedaży alkoholu. Do prohibicji jak wiemy nie doszło, jednak w umysłach Szwedów z pewnością zapaliła się czerwona lampka.

 

JA
plakat z roku 1922 zachęcający do zagłosowania
„tak” w referendum

 

Szwecja jest przez wielu uważana za członka tzw. „Vodka belt” (pas wódki), czyli grona krajów, w których statystycznie sprzedaż wódki jest największa (w porównaniu z innymi napojami alkoholowymi). Czy teza, że ta preferencja wynika z tego, iż Szwedom alkohol służy głównie po to, by jak najszybciej wyjść poza ograniczające ich konwenanse jest poprawna? Nie wiem. Nie mam wystarczającej ilości danych – chyba nikt nie ma. Ale z rozmów, które prowadziłem ze znanymi mi pojedynczymi szwedzkimi osobnikami mogę wywnioskować, że nie jest ona błędna. Paru Szwedów, których dane osobowe pozostawię dla siebie, wytłumaczyło mi, że ich umiejętność nawiązywania kontaktów jest bardzo okrojona. Zapytają grzecznie o pogodę, niby rozluźnionym i niedbałym tonem (który jest wyćwiczony do perfekcji) i na tym koniec. Wiadomo, są wyjątki od reguły. Jednak ja sam podczas moich pobytów w Szwecji zauważyłem, że jeśli rozmowa staje się zbyt „osobista” – Szwedzi panikują i zamykają się w sobie. Tak samo jest podobno w ich rozmowach z bliższymi znajomymi; to dlatego Szwedzi poszukują czegoś rozluźniającego, a co pozwoli im się otworzyć bardziej niż płynna odwaga w postaci ich własnej wódki lub wysokoprocentowego gotlandzkiego ciemnego piwa? Absolut-nie nic!

 

Szwecja uchodzi obecnie według wielu za istną Sodomę współczesnego świata (a ja pisząc to zdanie staram się nie wybuchnąć). Kapitalizm – fuj, socjalizm – fuj (zdecydujcie się w końcu które), ateizm – fuj, protestantyzm – fuj, liberalizm – fuj, wszystko – fuj. I podczas gdy w przypadku większości powyższych aspektów oburzanie się czymkolwiek i wytykanie palcami jest najzwyczajniej w świecie błędne, tak uważanie szwedzkiej skłonności do alkoholizmu za istotny problem wydaje się być faktycznie uzasadnione. W latach 1970-1976 zanotowano pierwszy poważny wzrost liczby osób zdiagnozowanych z nałogowym alkoholizmem, a liczby te rosną stale; wprost proporcjonalnie do przyrostu naturalnego i rzeczywistego Szwecji.

 

 „Stockholm City svajar i sitt rus” – Sztokholm kiwa się; kołysze w swoim upojeniu. To słowa z kultowej (i dość depresyjnej) piosenki „Vintersaga”, którą usłyszycie m.in. w jednej z najpopularniejszych reklam Volvo emitowanej na całym świecie. Jeśli Szwedzi sami przyznają (owszem, między wierszami), że Sztokholm – serce ich kraju! – spowija ciężka od promili atmosfera… to problem faktycznie musi istnieć.

 

Nigdy nie zrozumiem osób, które zarzucają w tej kwestii szwedzkiemu systemowi… sam nie wiem co. Jednostki w nikłym lub wprost żadnym stopniu nieobeznane w temacie uwielbiają rzucać oskarżeniami na lewo i prawo – bo według nich państwo opiekuńcze też jest fuj. Bo – tak jak zauważył pan Maciej Czarnecki, autor reportażu „Dzieci Norwegii – państwo (nad)opiekuńcze”, podczas Dnia Skandynawskiego w Krakowie – w naszej zbitej przez PRL mentalności państwo ma mimowolny imperatyw szkodzenia obywatelom. Tak jest i koniec kropka. Każdy przejaw pozornego ograniczenia wolności, ba! – sprawdzania czy nie potrzebuje się pomocy, uznawany jest za próbę wrzucenia nas za kraty i upokorzenia.

 

Wysokoprocentowy alkohol (tzw. sprit) itd. kupicie za okazaniem dowodu w specjalnych sklepach Systembolaget (lub potocznie – Systemet) w określonych godzinach dziennych. Jest to sieć będąca własnością szwedzkiego skarbu państwa. Czyli krótko mówiąc – państwo ma teoretycznie całkowity nadzór nad tym komu sprzedaje ile alkoholu. Dla wielu to jest nie do pomyślenia – jak to, przecież to jest ograniczenie wolności, pierdu pierdu, Szwecja upada. Jednak gdyby takie osoby poczytały sobie historię niebezpiecznego romansu Szwedów z alkoholem myślę, że zmieniłyby zdanie. Ograniczenie jest czasem najlepszym (lub wręcz jedynym) środkiem prewencyjnym. Jeśli ktoś ma wielką chcicę urżnąć się jak świnia (brzydko, ale oddaje naturę takiego zachowania) – i tak w jakiś sposób alkohol zdobędzie. Jednak świadomość, że wszyscy widzą i nie aprobują takiego zachowania – z pewnością zasiewa ziarno wątpliwości. Bo  wielu Szwedów rzeczywiście obchodzi to co powie sąsiad. I to bardzo.

 

Wiadome jest, że system ma swoje wady i niedociągnięcia. Systemet też idealny nie jest. Na godziny otwarcia, niewielką dostępność alkoholu i ceny narzeka się dość często. Bo na coś trzeba. Pytanie jednak, czy jakakolwiek zmiana jest konieczna i czy nie byłoby na nią za późno? Co zrobiliby młodociani Szwedzi, jeśli w każdym sklepie na rogu dostępne były gargantuiczne ilości wódki, a ekspedienci nie przykładali żadnej wagi do skrupulatnego sprawdzania dowodów? Według mnie mógłby to być dla społeczeństwa dość spory szok, którego można łatwo uniknąć – zostawiając sprawę w spokoju.

 

Czy to znaczy, że alkohol jest w Szwecji niemile widziany? Nic z tych rzeczy. Obecnie uważa się, że przeciętny Szwed powyżej 16 roku życia spożywa rocznie około 9 litrów wszelkich napojów alkoholowych. Sztuka polega jednak na tym, żeby pić z głową. A jak bez głowy – to tak, żeby nikt nie widział. Najlepiej pod osłoną nocy; na imprezach, na których jest się bezimiennym; w bardzo bliskim i zaufanym gronie. To jest to. Podczas tegorocznej edycji popularnego szwedzkiego programu telewizyjnego Melodifestivalen (o którym więcej przeczytacie tutaj) po każdym sobotnim odcinku odbywała się afterparty dla uczestników i dziennikarzy. Dzień po takiej właśnie imprezie w Skellefteå miał miejsce jeden z większych skandali roku – w lokalu znaleziono pozostałości pewnego białego proszku. To otworzyło szeroką debatę, która tyczyła się nie tylko narkotyków (bo to już wielka przesada), ale również nadmiernego spożycia alkoholu i faktu, że duża część spritu z tej imprezy została zakupiona z środków komuny (jednostki administracyjnej)…

 

Alkohol w Szwecji jest więc dość problematycznym aspektem życia codziennego. Różni ludzie mają różne poglądy na tę sprawę – dla niektórych jest to temat tabu, dla innych to coś całkowicie normalnego. Jednak najczęściej problem alkoholizmu to słoń w pokoju; wszyscy wiedzą, że jest, ale nikt nie zwraca na niego uwagi. Bo nie wypada. Słowem zakończenia jednak – zakodujcie sobie, że ten skryty, wstydliwy Szwed, który ledwo co odpowiada na pytanie „jak leci?” po zmroku staje się często całkowicie inną osobą.

 

źródła:
http://www.helamanniskansmaland.se/alkoholdaochnu.htm
http://www.can.se/Publikationer/rapporter/Drogutvecklingen-i-Sverige-2011/
obserwacje i rozmowy własne

 


A jak to wygląda w innych krajach? Zajrzyjcie do pozostałych blogerów z grupy!

Chiny:

Biały Mały Tajfun – Alkohol w Chinach – 

Finlandia:

Suomika – Alkohol w Finlandii

Francja:

Madou en France– Mini przewodnik po alzackich rodzajach win

FRANG – Najlepsze francuskie trunki

Francuskie notatki Niki  –  Apéritif po francusku

Gruzja:

Gruzja okiem nieobiektywnym – Wina z Abchazji

Hiszpania:

Olga Nina – Alkohol w Hiszpanii

Irlandia:

W Krainie Deszczowców –  Alkohol w Irlandii

Japonia:

japonia-info.pl – Czy w Japonii piją sake?

Kanada:

Kanada się nada – BYOB czyli imprezowanie po kanadyjsku. Alkohol w Vancouver.

Kirgistan:

Kirgiski.pl – Co pije się w Kirgistanie oprócz herbaty

Niemcy:

Niemiecka Sofa – Niemieckie alkohole

Niemiecki w Domu – Jakie alkohole pije się w Niemczech?

Językowy Precel – Nietypowe niemieckie alkohole

Niemiecki po ludzku – Oktoberfest w Blumenau (Brazylia)

Rosja:

Dagatlumaczy – blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim – Jak się pije po rosyjsku?

Szwecja:

Szwecjoblog – Szwedzkie piosenki biesiadne

Turcja:

Turcja okiem nieobiektywnym – Jak smakuje rakı ?

Wielka Brytania:

Angielski c2 – Pubbing in public house

Angielski dla każdego – Alkohole po angielsku

Włochy:

italia-nel-cuore – Boski Aperol Spritz, co to takiego?

Wielojęzyczne:

Daj Słowo – Czeskie piwo Starobrno i jego historia


wpis w ramach akcji „W 80 BLOGÓW DOOKOŁA ŚWIATA”
wpis ma charakter informacyjny

20 thoughts

  1. No właśnie, no właśnie! Bardzo ważne jest dla mnie to, by zaznaczać, jak z pozoru taka błaha kwestia jak to, czy w szwedzkim markecie można kupić alkohol, to tak właściwie solidny kawał historii, myślenia o relacji państwo-obywatel i tak dalej, i tak dalej!

    PS. Udany debiut w akcji, oby tak dalej!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tusen tack! W pewnych fragmentach mogło wyjsć nawet trochę zbyt stanowczo, niżbym tego chciał, ale mam już naprawdę dość politycznych ekspertów, którzy wypowiadają się na ten i inne tematy bez jakiejkolwiek zasadniczej wiedzy. 👌🏻🙄

      Polubienie

  2. Bardzo ciekawy tekst, szczególnie fakty historyczne.

    Nasunęła mi się jedna myśl. Gdyby tak teraz Polska chciała wprowadzić taką kontrolę nad sprzedażą alkoholu, to Komisja Europejska zatrzęsłaby się z wściekłości. Paskudne podwójne standardy…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję bardzo.

      Prawdopodobnie tak właśnie by było, choć największym sprzeciwem byłby i tak głos zwykłych ludzi; nie jesteśmy do takich ograniczeń przyzwyczajeni (już?). Ale nigdy nie wiadomo. 🙄

      Polubienie

    1. wysokoprocentowy alkohol – owszem, tylko w Systemet i w restauracjach/barach za okazaniem dowodu osobistego, ale powyżej bodajże 20 roku życia. Cydr, „lekkie” piwa i część win możemy kupić w zwykłych sklepach powyżej 18 roku życia, a jeszcze lżejsze np. piwa imbirowe – podobno nawet od 16 rż. A przynajmniej powinno tak być w teorii. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s