Wielkimi krokami zbliżają się wakacje, a Sztokholm swoją słoneczną pogodą kusi coraz bardziej. Stolica Szwecji jest jednak dość spora (jak przystało na huvudstad /szw. stolica/ z prawdziwego zdarzenia), więc aby ułatwić Wam planowanie wyjazdu postanowiłem przygotować fotorelację z mojego ostatniego spaceru po Sztokholmie, w tym głównie po Gamla Stan (Starym Mieście) i okolicach. Dzisiaj jedynie pierwsza część; nie ma opcji, aby cały Sztokholm wpakować do jednego wpisu. Drugi, skupiający się na Gamla Stan i reszcie Norrmalm już wkrótce, a trzeci, opisujący Östermalm, Skeppsholmen (szw. ett skepp – statek, okręt) i Djurgården (szw. ett djur – zwierzę) – sam nie wiem kiedy. No to ten. Zaczynamy! Dzisiejsza trasa obejmie następujące punkty:

MAPA


Pssst! Jeśli dopiero rozpoczynasz swoją przygodę z językiem szwedzkim zwracaj uwagę na słówka wyszczególnione na czerwono! Może do czegoś się przydadzą!


NORRMALM

Niezależnie od tego gdzie się zatrzymujecie, bardzo dobrym punktem orientacyjnym jest kompleks komunikacyjno-handlowy Centralen, gdzie oprócz masy sklepów znajdziemy przystanki T-Bana (szw. tunnelbana – metro), SJ (szw. Statens Järnvägar – koleje państwowe), autobusów  (w tym lotniskowych Flygbussarna) oraz Arlanda Express (szybki pociąg na Arlandę). W pobliżu Centralen można też zjeść – tanio (przynajmniej jak na szwedzkie standardy) i szybko. Szczególnie polecam bar sushi przy południowym wejściu na dworzec, skąd możecie zabrać potrawy na wynos (szw. ta med) i później usiąść sobie na którejkolwiek ze sztokholmskich kajer (szw. en kaj – miejsce cumowania statków) i zjeść na świeżym powietrzu. Szwedzi uwielbiają pikniki czy fikę na zewnątrz, szczególnie gdy pogoda jest ładna – mają zakodowane w genach, że ze słońca trzeba korzystać.

Po wyjściu z Centralen – niezależnie, z której jego części – idziemy w dół Vasagatan (szw. en gata – ulica), a więc na południe, przedzierając się przez przydworcowe chmary turystów, aż do Tegelbacken (szw. ett tegel – cegła), skąd rozciąga się wspaniały widok na centralny gmach Riksdagu (parlamentu) i na Norstedts (najstarszy szwedzki dom wydawniczy). Zanim jednak to – skręcamy w prawo, czyli na zachód, przechodzimy pod pętlą wiaduktów, bo najpierw warto zobaczyć Stadshuset, czyli sztokholmski ratusz. Jego wieża zwieńczona – jakżeby inaczej – trzema złotymi koronami jest widoczna z wielu punktów starego miasta, a potężna bryła jedynie wydaje się być nieskomplikowana; po bliższej inspekcji wrażenie jest o wiele większe. Na dziedziniec prowadzi brama położona po północnej stronie budynku.

image5

Idąc dalej przed siebie, pod arkadami, wychodzimy na ratuszowy taras, który jest świetnym miejscem widokowym. Przed sobą widzimy trzecie największe szwedzkie jezioro – Mälaren (zbiornik Bałtyku /szw. Östersjön/ zaczyna się dopiero po drugiej, wschodniej stronie miasta; za oddzielenie wód obu zbiorników odpowiedzialne jest od dawna Slussen) oraz dość oddalone zbocze Mariaberget na Södermalm (dla mieszkańców stolicy po prostu Söder). Tam będziemy się kierować następnie. Trochę bardziej na wschód natomiast widzimy wieżę katedry na Riddarholmen (szw. en riddare – rycerz), zdecydowanie dominującą pośród niskiej zabudowy centrum miasta. Widać również Wrangelska Palatsen, w którym od połowy wieku XVIII mieści się sąd miejski (Svea Hovrätt) oraz wspomniany już wcześniej Norstedts. W czerwcu tego roku ma zostać ponownie oddany do użytku publicznego taras widokowy znajdujący się na wieży Stadshuset. Po południowo-wschodniej stronie budynku znajduje się symboliczny grobowiec jarla Birgera, domniemanego założyciela Sztokholmu.

IMG_0098

Spod ratusza kierujemy się mostem Stadshusbron (szw. en bro – most) z powrotem na wschód i zahaczając o Klara Mälarstrand (szw. en strand – plaża, brzeg) wybieramy jedną z dwóch najlepszych opcji dostania się na Gamla Stan: idziemy albo wzdłuż torów kolejowych wprost na Riddarholmen, albo położonym odrobinę dalej na wschód mostem Vasabron. Jeśli wybierzecie tę pierwszą opcję, będziecie mieli pierwszorzędny widok na Norstedts. Jeśli boicie się pociągów i przejdziecie się Vasabron – też dobry wybór, bo zahaczycie o piękny Riddarhuset. Warto skręcić szybciej w wąską Riddarhuskajen i przejść nią aż do Riddarholmsbron – ikonicznego już mostu z widokiem na Norrmalm, który swoją rolę miał np. w teledysku do „Should’ve Gone Home” Månsa Zelmerlöwa.

RIDDARHOLMEN

IMG_0117

Pisałem już chyba kiedyś – bardzo, bardzo dawno temu -, że Riddarholmen to takie moje sztokholmskie smultronställe (X). Czuć tam nieopisany spokój, a obecność najstarszych budynków miasta powoduje niemalże namacalne spowolnienie czasu. Widok na wiecznie spokojne jezioro Mälaren z Evert Taubes Terrass jest niezastąpiony; jest to doskonałe, świetne, a wręcz – wyborne miejsce do obejrzenia zachodu słońca. Wody jeziora (szw. en sjö) są na zachodzie niczym nieograniczone – jedyne co zobaczymy w oddali to parę mostów (Västerbron i droga krajowa E20), po których ślamazarnie poruszają się w godzinach szczytu miniaturowe pojazdy maści wszelakiej. Poza tym odległym szumem samochodów słychać jedynie drzewa i wodę, co potwierdza moją tezę perfekcyjności Riddarholmen: czujesz, że jesteś w stolicy swojego ukochanego kraju, w ruchliwej metropolii, ale w tym samym czasie oddychasz świeżym powietrzem i napawasz się widokiem leniwie falującej wody Mälaren. Po czym obracasz się i widzisz Królową Jeziora, żwawo poskrzypującą na letnim wietrze. Chodzi tu oczywiście o statek Mälardrottningen (szw. en drottning – królowa), w którym od lat mieści się stosunkowo tani hostel i restauracja.

IMG_0110

Królową już mamy, w takim razie kto jest na Riddarholmen Królem? Bez namysłu odpowiadam: Riddarholmskyrkan (szw. en kyrka – kościół), czyli historyczne miejsce wiecznego spoczynku największych szwedzkich monarchów. Jego charakterystyczna wieża góruje nad Sztokholmem. Można powiedzieć, z dużą pewnością zresztą, że jest ona najbardziej ikonicznym elementem panoramy stolicy Szwecji. Co jest troszkę zabawne, gdy ma się świadomość, iż jest ona „nie do pary” – oryginalna wieża spaliła się i została zastąpiona czarnym, ołowianym olbrzymem, niekoniecznie pasującym do bryły katedry. Wygląda to ciekawie i może troszkę szczypie w poczucie estetyki, ale właśnie dlatego tę wieżę kochamy. Bo jest jedyna w swoim rodzaju. Więcej na temat Riddarholmskyrkan możecie przeczytać w jednym z moich wcześniejszych wpisów na blogu.

IMG_0325

Na Riddarholmen troszkę zabawiliśmy – pora ruszyć dalej. Na razie uodparniamy się na kuszący widok wieżyczki kolejnego kościoła – położonego na właściwym Gamla Stan Storkyrkan (piszę właściwym, bo Riddarholmen niekoniecznie powinniśmy zaliczać do Gamla Stan. Ale wielu zalicza. Więc co ja się będę kłócił.) i ruszamy południową stroną wysepki w stronę Munkbrohamnen (szw.  en munk – mnich, en hamn – wybrzeże, zatoka, ang. harbor), które zabierze nas wzdłuż torów kolejowych do hipsterskiego empireum – Södermalm.

SÖDERMALM

IMG_0127

Idąc w stronę Söder możemy zauważyć, że zabudowa jest wiekowa, lecz bardzo zadbana. Tak nie było zawsze; jeszcze w XIX wieku południe Sztokholmu było miejscem raczej ponurym, w którym mieszkać nie chciało zbyt wiele rodzin. Takie przebłyski widać w okolicach głębszego Söder. My się tam na razie nie zapuszczamy, bo nie ma czasu. Dziś będziemy poruszać się w okolicach Mariaberget (szw. ett berg – góra) i tamtejszych bardzo rozpoznawalnych pałaców, zawieszonych nad stromymi zboczami.

IMG_0146

Żeby wejść na Mariaberget trzeba się trochę postarać. Nie ma jak kierować się ruchem samochodowym, gdyż główny trakt komunikacyjny znika w tunelu. Pozostają dwie zasadnicze opcje; pierwsza (dla ludzi wygodnych) to Mariahissen (szw. en hiss – winda), która zabierze nas od razu na szczyt wzgórza, oraz druga (dla ludzi normalnych) – schody. Dużo schodów. Jest ich tak wiele, że aż mają swoją nazwę – Mariatrappgränd (szw. en trapp/trappor – schody; en gränd – alejka). Można zrzucić parę kalorii, nie powiem. Ale widoki są tego warte. Schody kluczą bowiem bardzo wąsko pomiędzy tymi pięknymi pałacykami; można się napatrzeć jak wygląda Sztokholm zza kulis. Widzimy poprzypinane rowery i stojące na dziedzińcach wózki dziecięce, a z okien często razi po oczach idealnie schludny i śnieżnobiały wystrój rodem z IKEI (choć gwarantuję, że większość mieszkańców Söder nawet by nie pomyślało, aby cokolwiek tam kupić – jest zbyt mainstreamowo i meble szybko się psują).

IMG_0129

My nie idziemy jednak na sam szczyt – zatrzymujemy się już na pierwszym „piętrze” i kierujemy się na zachód, w stronę słynnej MonteliusvägenJest to miejsce, którego obecność przypomina fenomen kota Schrödingera – prawie wszyscy wiedzą, że istnieje, ale mało który mieszkaniec i turysta faktycznie tam chodzi. Szczególnie dla turystów problemem może być samo trafienie – trzeba wiedzieć dokładnie kiedy skręcić, uliczka jest bowiem trochę ukryta. Jednak to, co na Monteliusvägen zobaczycie okaże się stuprocentowo warte kluczenia po uliczkach Söder.

Widać Sztokholm. Tylko i aż.

MONTELIUSVÄGEN

IMG_0136

Atmosfera tego dość ukrytego  miejsca jest nie do opisania i nie do powtórzenia. Dosłownie wszystko – od balustrady, na której znajdziemy dziesiątki kłódek zaczepionych przez zakochanych, przez zapach kwitnących roślin (nie pytajcie mnie jakich, bo ja nie wiem), po delikatny powiew wiatru nadciągającego od strony Mälaren –  jest w tym miejscu idealne. To jest kwintesencja duszy stolicy – metropolii funkcjonującej na równi z naturą. Wielu szwedzkich pisarzy i poetów, w tym m.in. Per Anders Fogelström, autor osadzonej w sztokholmskich realiach sagi Mina drömmars stad, uważało to miejsce za zakrawające na miano sfery sacrum. Romantyczny, a po zachodzie słońca może nawet oniryczny charakter Monteliusvägen dla wielu stanowi coś świętego i inspirującego. Jak tak o tym piszę, to z jednej strony zaczynam się zastanawiać co ja bredzę, a z drugiej mimowolnie przypomniało mi się pojęcie tzw. osi świata, miejsca na pograniczu trywialności i świętości, którego rolę często w literaturze dawnych epok przyjmowały szczyty górskie. Mariaberget może fizycznie nie jest wysokim szczytem, ale dla wielu z nas, którzy do Sztokholmu zawitali, prawdopodobnie jest najbardziej idealnym miejscem na świecie.

IMG_0153

Po takim widoku można śmiało się poddać i zrobić sobie przerwę. Tego nic nie pobije. Jedyne co nam pozostaje to pochodzić sobie bez celu po Söder, pooglądać pochodzące z różnych epok kamienice i pałace, usiąść w kawiarni i odsapnąć. Warto również odnaleźć podwieszane uliczki, które skrzypią sobie wesoło w bezpośrednim sąsiedztwie Mariahissen. W tym samym miejscu, pod adresem Bellmansgatan 1, znajdziecie również dom Mikaela Blomkvista, bohatera serii „Millenium” Stiega Larssona.

IMG_0167

Nie ma sensu, abym się tutaj rozdrabniał – całe Söder jest przepiękne i unikatowe. Jeżeli chciałbym się nad nim rzewnie rozpływać to nie starczyłoby mi wirtualnego papieru; każda kamienica, każda ulica, każde drzewo są albo historyczne, albo po prostu ładne. Dla każdego z Was, kto będzie miał szansę odwiedzić skraj Söder główną misją stanie się wielogodzinne chodzenie i patrzenie. I nic innego. Wyjmijcie słuchawki z uszu i posłuchajcie miasta. Warto.

IMG_0169


I jak? Poznaliście jakieś nowe słowa? Mam nadzieję, że się do czegoś przydałem. Taka forma pisania będzie u mnie na blogu coraz częstsza – czas na naukę szwedzkiego zawsze jest właściwy! Jeśli macie jakieś sugestie – piszcie!

*wszystkie zdjęcia powyżej wykonane przeze mnie w
Sztokholmie w maju 2017 r.

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s