„Lagom” powoli przestaje być lagom. A szkoda.

Zacznijmy od krótkiej definicji, w ramach przypomnienia czy wyjaśnienia dla moich nowych czytelników. Słowo lagom to konceptualna otchłań, która może oznaczać zasadniczo wszystko. W naszym polskim języku nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi na to pojęcie. Wielokrotnie próbowano to tłumaczyć; pisano prace licencjackie, robiono konkursy na najlepszą definicję, przykład, wypocinę pseudofilozoficzną. Wszyscy pisali niby o tym samym, a jednak o czymś innym. I w sumie to jest bardzo fajne. Ale z drugiej strony, jak widzi się coś takiego po raz milionowy (chciałbym, żeby była to hiperbolizacja z mojej strony) to wykształca się w człowieku jakiś podświadomy odruch wymiotny.

Lagom samo w sobie oznacza w języku szwedzkim, że czegoś jest wystarczająco. Nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Słowo to jest widmem; prawdopodobnie nie znajdziecie go w przypadkowym słowniku. Dlatego też nie istnieje jedna konkretna definicja lagom. Każdy może je interpretować jak chce i w sumie to nie będzie w błędzie.

No dobrze, to o co takie halo?

Wiele słów wykształciło w sobie pewne skojarzenia. Pomimo swojej pierwotnej obiektywności, w tym momencie są one w jakiś sposób nacechowane emocjonalnie. I o to chodzi też w lagom; niby jest ono zerem absolutnym, neutralnością, a jednak niesie za sobą same pozytywy. I jest to bardzo logiczne.

Szwecja przez wieki nie była krainą mlekiem i miodem płynącą. Nie żartuję. Sztokholm był traktowany jak Sodoma, a cała reszta kraju głodowała, co możemy zauważyć m.in. w sytuacji lirycznej wiersza „Flyttfåglarna” Erika Johana Stagneliusa. A troszkę bardziej przystępnie: przypomnijcie sobie ukochaną książkę z dzieciństwa – Dzieci z Bullerbyn (Alla vi barn i Bullerbyn) Astrid Lindgren. Trzy gospodarstwa domowe otoczone przez jedno wielkie nic. Rodziny były mocno zżyte i musiały ze sobą współpracować, aby przeżyć. Szok – „Dzieci z Bullerbyn” jednak o czymś są. Żebyście wiedzieli. Przeczytajcie jeszcze raz, z jako taką dorosłością w umyśle. Właśnie dlatego łagodna postać socjalizmu bardzo dobrze się Szwedom kojarzy – w tym właśnie czasie po raz pierwszy od bardzo dawna dotarł do nich dobrobyt, pod pojęciem dziś znanym i kochanym: välfärd

Ale to temat na kolejny esej na miarę wielkiej improwizacji. Chodzi mi o to, że właśnie dlatego lagom (wystarczająco) otrzymało tę pozytywną konotację; bo przez długi czas nawet „wystarczająco” było poza swobodnym zasięgiem wielu Szwedów.

Bardzo fajne i przydatne słówko, którego można użyć zasadniczo wszędzie. Wielki plus. Sam bardzo je lubiłem – do czasu, kiedy przestało być szwedzkie, a zaczęło być pustą pożywką dla influencerów i mediów z całego świata.

Kult słowa?

Teraz zacznie się niebezpiecznie. Cokolwiek napiszę – nie chcę żeby było to odebrane jako personalny atak na kogokolwiek. Możemy się zgadzać z tym, że stosowanie słowa „lagom” w życiu może okazać się przydatne! Nawet ja tak uważam! Czy powinniśmy jednak rozdmuchiwać  „lagom” z rangi anegdotki i ciekawostki do rozmiaru ideologii czy stylu życia?

Mocno zdegenerowane lagom jest wszędzie. Lagom. Lagomlagom. LAGOM. Nie uciekniecie.


Doszywanie łatki wielkiej filozofii do tego pojęcia jest dla mnie po prostu komiczne. Nagle ustawienie mebli w domu stało się lagom. Picie kawy i czytanie książki – lagom. Wstawanie rano – lagom. Wchodzimy do dowolnej księgarni i co widzimy pierwsze? Półkę z bestsellerami. A wśród nich: „LAGOM: Tajniki wielkiej filozofii! Co prawda nigdzie nie spisane i wymyślone przeze mnie, ale co z tego! Nazwijmy to „szwedzkie”, a ludzie kupią! Teraz jedynie 39.99!” (oczywiście fejkowy ten nagłówek – a jakże adekwatny)

No właśnie. Pytanie, czy 90% osób wierzy w to, bo uważa, że jest to szlachetne i adekwatne, czy dlatego, że kupili książkę o „filozofii” lagom na promocji, bo będzie ładnie wyglądała na instagramie. Podobnie było i jest zresztą z duńskim „hygge”. Proszę państwa, cofamy się w rozwoju. Nie potrafimy myśleć samodzielnie i być indywidualistami; ulegamy kultowi słowa, do którego na siłę dopisana została filozofia niskich lotów. A robimy to tylko dlatego, że jest trendy.

Ludzie często potrzebują wskazania stylu życia. Traf chciał, że padło na lagom.

Dlaczego akurat „lagom” i „hygge”?

Bo Skandynawia jest w modzie. Jest egzotyczna, kusząca. Troszkę hipsterska. Ale nie ma w tym nic złego, nawet jeśli obecnie tak to brzmi. Pytanie jednak, czy nie szkodzi to integralności kultury Szwecji?

Żaden Szwed tego nie powie, bo w ich przekonaniu są pępkami świata (i w sumie słusznie) i są dumni z tego, że cały świat używa teraz ich słowa. W moim odczuciu jednak jest to spłycanie i wykorzystywanie szwedzkiej kultury i języka. Komercjalizacja. Do głowy przychodzi mi jeszcze jedno słowo zaczynające się na „k…”, ale zastąpię je „sprzedajnością”, bo jako tako dbam o decorum na mojej stronie. Jeszcze. Ale jak zobaczę kolejną wieluset stronicową książkę o „filozofii” lagom, w której każdy kolejny rozdział to kopiuj-wklej z poprzedniego, to chyba się nie powstrzymam.

Lansowanie czegoś tak płytkiego, nijakiego, niesprecyzowanego i wtórnego jako flagowej idei Szwecji jest dla mnie nie do pojęcia. 

Dla każdego coś swojego

I wracamy do punktu wyjścia. Każdy może rozumieć słowo lagom inaczej. Każdy może mieć inne zasady w życiu. I chwała za tę różnorodność. Nie ma w tym absolutnie nic złego! Główny problem jaki mam z lagom opiera się na jego komercjalizacji, wszędobylstwie i wpychaniu tego ludziom do gardeł. Tak jak pisałem na samym początku – ironicznie „lagom” przestało być w swoim jestestwie „lagom”, czy nawet „tillräckligt”, a zaczęło być „för mycket”.

3 thoughts

  1. Ja wciąż właśnie mam wrażenie, że lagom to nie tylko same pozytywy. To znaczy, da się wybrać z niego pozytywy, ale lagom może być też podcinaniem skrzydeł indywidualistom i pochwałą przeciętności. Też.

    Mnie jednak takie zainteresowanie cieszy – wierzę w to, że kariera poradników tego typu nie skończy się na zdjęciu na Instagramie, ale zmotywuje na przykład do sięgnięcia znów po Lindgren, wycieczki po ‚ojczyźnie’ lagom, a wreszcie – otworzy nową przestrzeń do dyskusji.

    Polubienie

    1. To niestety prawda – wielu artystów szwedzkich nie jest wspierana przez społeczeństwo, bo są „för mycket”. Jeśli masz „kolorową” osobowość często jesteś jakoś w małym stopniu dyskryminowana, na rzecz osób do bólu spokojnych (wzorcowy piosenkarz Frans – dla nas trochę beton, dla nich ideał osobowości). A co do zainteresowania – to mam szczerą nadzieję, że jest jak mówisz! 😁

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s