O Konkursie Piosenki Eurowizji organizowanym przez Europejską Unię Nadawców od ponad 60 lat wiedzą wszyscy, choć można zgadywać w ciemno, że Polacy będą się mocno wzbraniać przed przyznaniem się do tego. Kicz, komercja, kontrowersyjne postaci i ciąg niepowodzeń ustanowiły w naszym kraju pewną ideę Eurowizji, która wydaje się być nie do obalenia, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. A jak jest w Szwecji?

Cóż, jeśli należycie do grupy ludzi, która na dźwięk słowa „Eurowizja” prycha z pobłażliwością, z pewnością możecie zdziwić wielu Szwedów. Eurowizja to dla nich to coś na kształt święta narodowego, a zwłaszcza, gdy ją wygrywają i organizują. Czyli dość często. Dlaczego tak jest?

1. Bo im wychodzi

Wiadomo, Szwedzi są różni i mają różne opinie (które niekoniecznie są „lagom”), ale międzynarodowy konsensus jest taki, że Królestwo Szwecji jest obecnym Królestwem Eurowizji. Żaden inny kraj nie odnosi w konkursie takich sukcesów jak oni; 2011 – 3 miejsce, 2012 – 1 miejsce, 2013 – o tym roku Szwedzi nie rozmawiają, 2014 – 3 miejsce, 2015 – 1 miejsce, 2016 – 5 miejsce. Zwyciężyli w sumie 6 razy i ustępują pola jedynie siedmiokrotnym zwycięzcom – Irlandii. A Wy się dziwicie, że Szwedzi lubią Eurowizję? Cóż. Gwarantuję, że my też byśmy lubili, gdybyśmy odnosili takie sukcesy.

Teza, że Szwedzi od dawna mają kompleks pępka świata bywała już wielokrotnie potwierdzana. Udowodnić ją mogę  jeszcze raz w innym wpisie. Nie ma natomiast nic złego w tym, że ludzie cieszą się z sukcesów odnoszonych przez reprezentację swojego kraju. Zainteresowanie napędza sukces, sukces podwyższa poziom.

2. Bo czują się zaangażowani

Czytając mojego bloga z pewnością zetknęliście się z tajemniczą nazwą „Melodifestivalen”. A jeśli nie to macie duże szczęście.

Melodifestivalen to festiwal w formie konkursowej, który od wielu lat pełni funkcję wyboru reprezentanta Szwecji na następną Eurowizję. W Mello (bo tak pieszczotliwie nazywają festival Szwedzi) bierze udział rokrocznie około 28 artystów wykonujących najróżniejsze rodzaje muzyki. Połowa z nich jest zapraszana przez telewizję SVT i Christera Björkmana, a druga połowa jest wyłaniana spośród najlepszych zgłoszeń w trybie otwartym. Czyli profesjonaliści i amatorzy. Choć i tak – amatorzy szwedzkiej muzyki są na wyższym poziomie niż nasi. No cóż, taki mamy klimat, takie mamy zasady, takie mamy możliwości.
Melodifestivalen trwa aż 6 tygodni; w każdą sobotę odbywają się kolejne rundy, podczas których widzowie głosują na swoich ulubieńców. Część wokalistów jest eliminowana, część idzie do rundy drugiej szansy, a część prosto do finału w Sztokholmie – NIEWAŻNE. Ważne jest to, że ludzie się angażują. I to bardzo. Co roku osiągane są kolejne wielomilionowe rekordy w ilości oddanych głosów (przypomnę – w Szwecji mieszka „zaledwie” 10 milionów osób). Mello jest siłą rzeczy najchętniej oglądanym programem w swoim czasie antenowym i to z dużym zapasem. Powszechne jest wspólne oglądanie Melodifestivalen: w domu, u znajomych, w barach, no i oczywiście – na żywo, na arenie.

Konkluzja jest proste – zwycięzca Mello i automatycznie również reprezentant Szwecji na najbliższej Eurowizji nie dość, że jest akceptowany przez prawie całą szwedzką społeczność, to jest również aktywnie wspierany. Coś niekoniecznie do zrozumienia w naszym kraju.

3. Bo w Eurowizji biorą udział wokaliści, którzy są faktycznie znani i lubiani

Nie, żebym ubliżał Edycie Górniak, która obecnie może i jest szanowana, ale przez wielu oceniana jest przez pryzmat pudelka, super-expressu i czegoś co miało być Mazurkiem Dąbrowskiego na mundialu. Do Edyty dodajmy Justynę Steczkowską – już jedynie kojarzoną – i grupę Ich Troje, czyli uosobienie najgorszej epoki w polskiej muzyce. To nasi reprezentanci na Eurowizji.

A w Szwecji? Eurowizja to największe wyróżnienie i plejada najbardziej istotnych nazwisk. Co ważniejsze, nie są to jedynie komercyjne produkty wyplute przez wytwórnie Warner czy Sony. Są to faktycznie artyści, posiadający określony styl i samoświadomość. O talencie nie wspominając, bo szwedzcy wokaliści to jedni z najlepszych na świecie (moja opinia, pozwijcie mnie). Przez kurs historii szwedzkiego uczestnictwa w konkursie przewinęli się artyści tacy jak: ABBA, Roger Pontare, Carola (nazywana królową szwedzkiej muzyki), Sanna Nielsen, Martin Stenmarck, Loreen, Måns Zelmerlöw. Wszyscy oni są w Szwecji znani i wręcz adorowani. Tam kultura muzyki popularnej jest dla wielu stylem życia, a artyści miewają takich fanów jak niejedne gwiazdy zza oceanu.

Nie jestem w stanie wytłumaczyć tego fenomenu. Bo do kogo mam porównywać Carolę? Do Maryli Rodowicz? Rogera Pontare do Krzysztofa Krawczyka? Nie, dziękuję, nie skorzystam.

4. Bo nie wszystko trzeba brać na poważnie

Ale nie w tym sensie, który jest dziś tak bardzo popularny w Polsce, gdzie gdy coś chociaż odrobinę odstaje od szarej normalności to od razu jest „fuj, ble, nie podoba się, wydziwiają Halina!”. Najlepsze Eurowizje organizowane są właśnie w Szwecji, bo doskonale wpasowują się oni w lekko ironiczny wydźwięk konkursu. Zdają sobie sprawę z tego, że jest to przede wszystkim program rozrywkowy, który mają oglądać docelowo wszystkie grupy społeczne, oraz który ma wzbudzać kontrowersję i osiągnąć pierwsze strony magazynów.

Nie wszystko trzeba brać na serio. Pod tym względem Szwedzi są „lagom”. Eurowizja – „We Are One (2013)”, „Come Together (2016)”, wszyscy są mile widziani. Czyli poważnie. A w następnej sekundzie moja ukochana Petra Mede rzuci dobrym sucharem. Jak dla mnie – idealnie. I to w przyjemnym dla oka HD.

Sukces w Szwecji i w wielu krajach Europy osiągnęła komiczna postać odklejonej od rzeczywistości Lyndy Woodruff, czyli fikcyjnej reprezentantki Europejskiej Unii Nadawców, zagrana po raz pierwszy w 2012 roku przez znakomitą piosenkarkę Sarah Dawn-Finer. Postać była na tyle zabawna, że pojawiła się na Eurowizjach 2013 i 2016, a w 2012 w Baku była „podawaczką” szwedzkich punktów. W 2013 roku podczas półfinałów i finału widzowie mogli obejrzeć jej przygody w m.in. w Sztokholmie i Laponii. Sarah/Lynda pomyliła sobie wówczas Kopenhagę z Malmö, spała w lodowym hotelu w Jukkasjärvi, oraz chodziła po stolicy Szwecji w wikińskim hełmie z perfekcyjnie bezmyślnym uśmieszkiem na twarzy. Cały „żywot” Lyndy możecie zobaczyć tu:

Podsumowując: czasem warto posłuchać przyjemnej muzyki, pośmiać się z warkocza gościa z Czarnogóry (ale tak z sympatią), kibicować swojemu, pomachać flagą, a jak nikt nie patrzy to wychylić samemu całego Absoluta.

A jak uczy historia – do tego Szwedzi mają skłonności.

ComeTogether_Poster

5 thoughts

    1. Nasze wpadki to przy wpadkach Szwedów katastrofy w takim razie 😁 inna sprawa, że nawet wówczas Szwedzi byli dumni z tego co wysłali i bardzo dziwiły ich słabe rezultaty. W 2010 np byli w szoku. 😁

      Polubienie

      1. No nie da się ukryć,że Polska w tym konkursie to jedna wielka katastrofa. (Z nielicznymi wyjątkami). Ale Szwedzi też często mimo wyboru reprezentanta byli niezadowoleni. Choć tu akurat można dyskutować, ponieważ ciężko jest wszystkich zadowolić

        Polubione przez 1 osoba

        1. Pamiętam rok chyba 2006, kiedy Melodifestivalen wygrała Malena Ernman z „La Voix”; bezpośrednio po ogłoszeniu wyników Szwedzi byli (podobno) w furii, bo chcieli żeby wygrał Måns, Sarah Dawn-Finer albo Caroline af Ugglas. Jednakże wkrótce potem zapomnieli chyba o tym i podczas Eurowizji bardzo trzymali za Malenę kciuki. Chociaż inna sprawa, że Malena była już wtedy jednak bardzo znana 😁

          Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s