„Czy warto?”, „od czego zacząć?”, „jakich książek używać?”, „zatrzymałem się na takim i takim poziomie i nie mogę iść dalej, co robić?”

szwedz

Ostatnio na mojej stronie na facebooku dostaję od Was coraz więcej wiadomości dotyczących nauki języka szwedzkiego; „czy warto?”, „od czego zacząć?”, „jakich książek używać?”, „zatrzymałem się na takim i takim poziomie i nie mogę iść dalej, co robić?”. Pocieszę Was – na wszystkie te pytania mam odpowiedzi. A przynajmniej tak mi się wydaje. Więc jeśli którakolwiek z powyższych kwestii Was dotyczy, to rozsiądźcie się wygodnie i posłuchajcie Wujka W.

A jeśli nie dotyczy, to też przeczytajcie i potem bądźcie zadowoleni, że nie macie problemów. Super, prawda?

Na wejściu zaznaczę jeszcze, że jestem smarkaczem i najlepiej to czytajcie mnie z przymrużeniem oka. Nie mam żadnego doświadczenia lektorskiego ani pedagogicznego; ja sobie tak tylko piszę, a to czy uznacie moje wypociny za czegokolwiek warte – to już zależy w stu procentach od Was. U mnie i wielu moich znajomych poniżej wymienione rzeczy zadziałały, i to całkiem nieźle. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

1. Czy powinienem zacząć naukę szwedzkiego?

Trudne pytanie. Niby instynktowną odpowiedzią byłoby „tak”; istnieje jednak wiele sytuacji, w których rozpoczęcie nauki szwedzkiego nie wydaje się być najlepszym pomysłem. Nie zawsze mamy czas, pieniądze, motywację i ochotę.

Z drugiej strony – nie żebym zgrywał wyniosłego wrażliwca, ale nie wydaje mi się, żeby chłodna kalkulacja za i przeciw była najlepszym decydującym pierwiastkiem w procesie podejmowania decyzji o nauce jakiegokolwiek języka. Język to nie jest dodatkowy przedmiot na studiach, za który dostaniecie kilka punktów; jest to bardziej bardzo długa, trudna i często żmudna podróż przez historię, kulturę i mentalność ludzi innych narodowości. O rzeczach takich jak stricte gramatyka czy słownictwo nie wspominając. Albo się zakochacie, albo nie. A jeśli tak będzie, to wszelkie bóle przejdziecie bez uszczerbku. Bo wszyscy filologowie to w cichości masochiści.

Na jakiej podstawie podjąć decyzję „tak, chcę wydać z góry kilkaset złotych na kurs A1”? Bo de facto nie ma żadnych konkretnych sposobów sprawdzenia łatwości, czy ogólnej „fajności” jakiegokolwiek języka. Powiem tak: hurra-optymizm jest największą plagą naszych czasów. Mamy internet; mamy YouTuba, Instagrama czy Spotifaja. Poszukajcie filmików w stylu „pierwsza lekcja szwedzkiego”; szperajcie w poszukiwaniu piosenek w danym języku, bo to bardzo często inspiruje. I dopiero wtedy powiedzcie sobie zdecydowane „tak” lub „nie”.

Możecie się nie zgodzić (mówiłem – nie słuchajcie małolata), ale decyzja o nauce języka nie wydaje się być najlepszym miejscem na spontaniczność. Owszem, czasem tak się złoży, że spontan się opłaci. Ale jeszcze częściej po prostu się zawiedziecie, wydacie pieniądze bez sensu, stracicie masę czasu na kursy wieczorowe i prawdopodobnie obrzydzicie sobie szwedzki na zawsze.

Podsumowując: nie warto niczego robić
a) na siłę,
b) na całkowitym spontanie.


Taka mała obserwacja z mojej strony: nie będę opowiadać niczego ze szczegółami, bo jeszcze wyjdzie zbyt chamsko, niżbyśmy tego chcieli, ale nieraz byłem świadkiem sytuacji, w której ludzie zapisywali się do szkoły języków obcych bez absolutnie żadnego pojęcia o kraju lub języku, którego „chcą” się nauczyć. Bo dla niektórych nauka szwedzkiego służy tylko temu, żeby móc sobie ten język odkreślić w kajeciku, pochwalić się na blogu czy vlogu, że umie się powiedzieć dwa zdania z błędami w wymowie i nazywać się poliglotami. A potem takie osoby odpadają po 4 lekcjach, bo uznają, że im się nie podoba. Nie oceniam. No, dobrze, troszkę oceniam. Ale tylko troszkę. Jednak jest to ich sprawa, ich pieniądze, ale jeśli mam dawać jakiekolwiek porady – nie róbcie tak. To jest absolutnie bez sensu i po prostu będziecie sami potem żałować. Mam nadzieję, że nie wyszło to bardzo chamsko; jest to jednak dość częste zjawisko, którego kwestię musiałem poruszyć.

A jeśli okaże się, że szwedzki to jest właśnie ten język; ten jeden jedyny,  to uwierzcie mi – warto się trochę przyłożyć. Co kieruje nas do kolejnego pytania:

2. Od czego zacząć?

Jako, że nie mam żadnego doświadczenia lektorskiego, czy pedagogicznego powiem wprost – nie mam pojęcia. Mogę jedynie podzielić się z Wami moimi początkami.

Po tym jak już uznacie, że w sumie fajnie by było uczyć się szwedzkiego, wybierzcie się do jakiegoś Matrasa czy innego Empika (nie sponsorują mnie, chociaż chciałbym) i porozglądajcie się np. za fiszkami dla początkujących, lub za małymi i tanimi książeczkami w stylu „rozmówki„. Wydacie kilkadziesiąt złotych, ale będziecie mogli się zapoznać z podstawami działania szwedzkiego i z najbardziej zasadniczymi słówkami. Wymowę będziecie masakrować, dlatego na pytanie…

3. Czy warto zainwestować w kursy lub zajęcia z lektorem?

… odpowiadam: TAK, TAK, TAK, TAK, TAK. Bez tego naprawdę ani rusz. Jeśli szwedzki uznajemy za gramatycznie prosty, to fonetyka stanowi początkowo barierę nie do pokonania w warunkach domowych. Powodzenia w perfekcyjnym nauczeniu się „sj”, „tj”, miękkiego „k” lub płaskiego „i”, a w sumie to jakichkolwiek zasad fonetycznych. Szwedzki ma jedną z najbardziej charakterystycznych wymów spośród europejskich języków. Poprawne czytanie poszczególnych zgłosek jest naprawdę bardzo istotne, a nie ma opcji, żeby ktokolwiek ogarnął to całkowicie samodzielnie. Sam próbowałem. Później na zajęciach przeżyłem szok, ale cóż. Człowiek najlepiej uczy się na błędach. Wiadomo, każdy ma inne predyspozycje i nawet na początku fonetyka może mu nie sprawiać żadnego problemu; czy ma jednak sens ryzykowanie nauczenia się błędnej wymowy? Takie błędy, często powtarzane na najbardziej zasadniczym etapie nauki, najtrudniej jest później wyplewić.

A tak poza tym – jak sprawnie uczyć się słówek, skoro nie wie się, jak je wypowiedzieć? Literować w myślach? Nie uznałbym tego za najbardziej optymalną opcję.

4. Jakich pomocy naukowych i podręczników używać?

Cóż, z pewnością jest to kwestia uwarunkowana indywidualnymi preferencjami; ja polecam na pewno: Troll 1 i 2 (bardzo dobrze dostępne ćwiczenia gramatyczne zawierające dużo słówek na różnych poziomach zaawansowania), oraz Rivstart na odpowiednim poziomie (z dostępnością już gorzej, ale szukajcie a znajdziecie). Ponadto czasem warto zaliczyć mały powrót do podstawówki i skrupulatnie prowadzić tradycyjny zeszyt ze słówkami, do którego będzie się zaglądało prawie codziennie. Więcej o dobrych książkach do nauki szwedzkiego możecie znaleźć na zaprzyjaźnionym blogu Zafikowana.

image1

5. Jak kontynuować naukę w warunkach domowych?

Istnieje wiele niekoniecznie konwencjonalnych sposobów kontynuowania nauki szwedzkiego; jeśli uznacie, że szkoła językowa nie jest czymś dla Was, lub po prostu nie macie zbyt wiele czasu, myślę, że cokolwiek z poniższych rzeczy jest w stanie Wam pomóc.

Po pierwsze i najważniejsze – zasada zanurzenia, tudzież imersji. Poświęcajcie kilka wieczorów w tygodniu w dużej mierze szwedzkim mediom. Słuchajcie radia, oglądajcie seriale, czytajcie artykuły w internetowych wydaniach gazet. No i, oczywiście, sprawdzajcie nieznane Wam jeszcze słówka na bieżąco, zapisując je w zeszycie czy na fiszkach. Początkowo jest to trochę żmudne, ale jeśli tylko będziecie pracować w miarę sumiennie, to bardzo szybko zobaczycie postęp, motywujący Was do dalszego i jeszcze bardziej intensywnego działania.

Tak więc, polecam:

Osobny podpunkt należy się szwedzkiej muzyce. Dla tych z nas, którzy są słuchowcami, o wiele łatwiej przyswajać jest wiedzę poprzez odbierane bodźce dźwiękowe. Szwedzki nie jest wyjątkiem; a dodatkowym plusem takiego sposobu nauki jest fakt, że skandynawska muzyka jest uznawana za jedną z najlepszych na rynku światowym. Wielu artystów śpiewa po angielsku, lecz znajdą się też tacy, którzy posługują się w swojej twórczości również lub wyłącznie szwedzkim (Veronica Maggio, Laleh). Proponuję rozejrzeć się trochę za takimi piosenkarzami, odnaleźć swoich faworytów, pomęczyć kilka fajnych piosenek, a potem wyszukiwać w internecie ich tekst – jest to genialny pomysł, bo według wielu lektorów najlepszym sposobem nauki języka jest wchłanianie nie pojedynczych słówek, a całych zdań, fraz i zwrotów. A to będziecie podświadomie robić słuchając szwedzkojęzycznych utworów; po miesiącach podśpiewywania całych fraz po szwedzku, nic nie będzie Wam stało na przeszkodzie wykorzystania tychże w praktyce.


Obs! Uwaga! Uważajcie na potoczne wyrazy i składnię w tekstach piosenek! Nie wszystko dopuszczalne jest w mowie formalnej czy codziennej!

SPOTJeśli nie macie pomysłów, gdzie zacząć przygodę ze szwedzką muzyką – polecam moją własną playlistę „DOBRE, BO SZWEDZKIE” na Spotify, gdzie znajdziecie m.in. Loreen, Sannę Nielsen, Darina i Laleh.

Więcej o szwedzkiej muzyce możecie również przeczytać na moim blogu – tutaj!


Jednak najlepszym pomysłem na samodzielne kontynuowanie nauki szwedzkiego może być… czytanie książek po szwedzku, najwygodniej dziecięcych lub młodzieżowych, które już kiedyś po polsku przeczytaliście. Kto nie skusiłby się na książki Astrid Lindgren w oryginale?
Nawet w takich znajdziecie całą masę słówek, których jeszcze nie znacie; będzie to dość żmudne, ale satysfakcja z każdą „pokonaną” stroną jest naprawdę jednym z lepszych uczuć. Zatrzymujcie się przy każdym nowym wyrażeniu i wyszukujcie jego znaczenia w słowniku. To pomoże utworzyć w Waszej głowie swego rodzaju siatkę skojarzeń. A przy okazji uzupełnicie potencjalne braki, bo takowe na pewno są. Ja do dziś pamiętam, że słowa „en kurragömmalek” (zabawa w chowanego) nauczyłem się właśnie ze szwedzkojęzycznej wersji „Narnia: Häxan och Lejonet” („Lew, czarownica i… bez starej szafy?”. Niby logiczne słowo, w końcu att gömma to chować, a en lek to zabawa, ale jakoś nigdy wcześniej nie pojawiło się u mnie zapotrzebowanie na jego znajomość. Dlatego jeśli wybieracie się do Szwecji – pomyślcie nad kupnem czegoś podobnego w wersji szwedzkojęzycznej. Książki są w Szwecji niestety dość drogie, ale myślę, że byłoby to warte ceny.

Od dawna mam na oku również „Svenska-Engelska Bildordbok”, czyli szwedzko-angielski słownik obrazkowy. Pierwszy raz zobaczyłem go w mojej szkole językowej i poluję na niego od tego momentu. Jest to słownik, który nauczy Was prostych rzeczy, tj. kolorów czy zwierząt, ale również dość abstrakcyjnych i niekoniecznie przydatnych słów, tj. poszczególne elementy sedesu. Myślę, że może to być całkiem dobre do stworzenia kolejnych siatek skojarzeń, szczególnie dla wzrokowców. Więcej o słowniku opowiem jak go zdobędę – czyli prawdopodobnie po moim majowym wyjeździe do Szwecji.

Przysięgam, już kończę rozwijać ten punkt. Wspomnę jeszcze tylko o moim ulubionym słowniku elektronicznym – Folkets Lexikon. Jest to słownik szwedzko-angielski i angielsko-szwedzki dostępny na Androida i iOS i jest PERFEKCYJNY. Zawiera dosłownie wszystko, od wyrażeń formalnych po slang. Po znalezieniu formy bezokolicznikowej czasownika możecie kliknąć w zakładkę „inflections”, gdzie znajdziecie WSZYSTKIE formy tego czasownika, słowa pochodne itd. Słownik jest całkowicie darmowy i mało „waży”; myślę, że warto przynajmniej go przetestować.

6. Zatrzymałem się na pewnym poziomie; jak iść dalej?

Dobrym pytaniem na początek byłoby: „Czy na pewno chcę lub muszę iść dalej?”, bo przecież nie każdy język musimy znać perfekcyjnie na poziomie C2. Oczywiście, skoro mowa o szwedzkim, to mam nadzieję, że odpowiedź na to byłaby rzecz jasna twierdząca.

Szkoły językowe mają to do siebie, że jeśli w ogóle w swojej ofercie umieszczają kursy ze szwedzkiego, to najczęściej grupy są małe i „patchworkowe”; doklejane. W typowej grupie B1 znajdziecie pewnie osoby, które komunikują się po szwedzku z łatwością, oraz takie, które mają w tym duże problemy; niektórzy uczą się od roku, a niektórzy od 7 lat. I nie ma w tym absolutnie nic złego, zwłaszcza, że każdy ma inne predyspozycje i możliwości. Prawdą jest jednak, że może to nie być idealne środowisko do zoptymalizowanej nauki szwedzkiego. Jeśli macie taką możliwość, zorientujcie się, czy nikt z Waszych znajomych nie zna jakiegoś Szweda, który mógłby z Wami porozmawiać w zamian za to, że kilka razy zaprosicie go na fikę. Nikt nie umywa się do native’a. Mówią szybciej, niechlujniej i językiem potocznym – czyli zasadniczo koszmar. Ale być może właśnie to zmotywuje Was do dalszej nauki szwedzkiego!

Wyznaczcie sobie cel; tylko niech to nie będzie „chcę nauczyć się perfekcyjnie szwedzkiego”, bo to Wam zajmie wiele lat i najlepiej, jakbyście się tam przeprowadzili. Czyli dla większości z nas nierealne. Zastanówcie się, czy nie chcecie zdawać certyfikatu językowego SWEDEX na wybranym poziomie (A2, B1, B2). Taki certyfikat kosztuje, ale satysfakcja (i możliwość wpisania sobie potwierdzonej znajomości szwedzkiego do CV) może okazać się być tych pieniędzy warta!

Wiele szkół językowych prowadzi indywidualny tok nauczania; koszty są jednak, siłą rzeczy, dość wysokie, ale jeśli tylko ktoś ma taką możliwość – pewnie byłby to dobry pomysł. W takich warunkach lektor jest w stanie jednoznacznie wybadać Wasz poziom znajomości szwedzkiego i się do tego dostosować; nie wspominając już o pogłębionej nauce słówek z dziedziny, która Was najbardziej interesuje. Jest to też doskonała opcja dla osób, które „blokują się” na zajęciach grupowych. Czasem jest tak, że aż głupio się przyznać przy ludziach, że się czegoś nie rozumie – na zajęciach indywidualnych ten problem znika.

Myślę, że to by było na tyle. Jeśli wytrwaliście do końca – gratuluję. W razie pytań czy wątpliwości koniecznie piszcie do mnie na moim facebooku! I przypominam – powyższe rozwiązania zadziałały dla mnie; nie musi być tak niestety dla każdej innej osoby na świecie! Oczywiście, jeśli jesteście studentami filologii szwedzkiej lub skandynawistyki, tylko niektóre z powyższych problemów będą Was dotyczyć. Jeśli macie swoje własne sposoby nauki języka szwedzkiego – dajcie znać, też chciałbym przetestować!

NOWELOGO1

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s