Bo jak nie teraz, to kiedy?

1. Szwedzki jest piękny.

Dla mnie najbardziej oczywista rzecz, dla wielu coś nie do ogarnięcia. Przebywając wśród moich znajomych zauważyłem, że często mają oni błędne skojarzenia odnośnie języka szwedzkiego. Według nich jest on twardy, ostry, chłodny i trudny – „język wikingów” (sic!). Wtedy dostają ode mnie strzała (przyjacielskiego, czyli bardzo mocnego), bo zasadniczo to opisują norweski. No, może poza aspektem trudności. Języki skandynawskie mają do siebie to, że są stosunkowo proste. Nie mam na celu nikogo obrazić – każdy jest stworzony do innych grup języków; ja sam nie ogarniam np. francuskiego. Mam na myśli to, że w szwedzkim czasowniki nie odmieniają się przez osoby, a wszelkie nieregularności w np. odmianie przez czasy można wykuć w tydzień. Co nie zmienia faktu, że szwedzki ciągle ewoluuje, przywłaszczając sobie słowa pochodzenia m.in. angielskiego i odpowiednio je dostosowując oraz modyfikując, co spędza sen z oczu wielu filologom.

2. Szwedzki jest pełen różnorodności i niespodzianek.

Królestwo Szwecji składa się z 25 tzw. „landskap”, czyli regionów podzielonych nieoficjalnie ze względu na osobną historię, kulturę, czy właśnie dialekt. Jeśli usłyszeliście kiedyś szwedzki w wykonaniu kogoś ze Skanii (szw. Skåne, na samym południu kraju, a więc o dużych wpływach duńskich; zresztą kiedyś przez Duńczyków okupowane) to proponuję po pierwsze: wymazać to okropne wspomnienie z bazy danych, a po drugie: usłyszeć dialekty Stockholmska, Rikssvenska, czy Norrländska, czy którykolwiek inny. Byle nie Skånska lub Blekingska, błagam. Zakochacie się, a wraz z Waszymi postępami i obyciem odkryjecie ciekawe anomalie (np. dziwaczny sposób na potwierdzanie bardzo popularny na północnym-wschodzie, m.in. w Umeå). O szwedzkich landskap możecie przeczytać w mojej serii na blogu.

3. Szwedzki jest dworskim językiem Skandynawii.

Chociaż zawiła historia pokazuje, że bardzo trudno wyłonić jednoznacznego hegemona północnej Europy, to z pewnością szwedzki jest najbardziej wysublimowanym i rozwiniętym językiem tego regionu. Co prawda jego ewolucja przyspieszyła znacznie dopiero w XVI wieku, po pierwszym przekładzie Biblii (1541 – Vasabibeln), ale później było już tylko lepiej, a szwedzcy poeci, powieściopisarze i dramaturdzy (albo wszystko w jednym – August Strindberg kłania się uprzejmie) zdecydowanie narzucali tempo tym z krajów sąsiednich. A skoro już mowa o sąsiadach…

4. Dogadasz się z prawie każdym mieszkańcem Skandynawii.

Ja szczerze wątpię, żeby to „dogadanie się” było wysokiej jakości konwersacją, ale coś zawsze zrozumiesz i to całkiem szczegółowo! Nie umrzesz na norweskim odludziu! No, chyba, że zjedzą Cię łosie czy inne niedźwiedzie. Niesamowita satysfakcja! A jeśli zapragniesz mówić płynnie po norwesku czy duńsku…

5. Nauka podobnych języków będzie ZDECYDOWANIE łatwiejsza.

Umiejąc szwedzki przynajmniej na poziomie B1, będzie Ci o wiele łatwiej nauczyć się norweskiego i (chociaż w trochę mniejszym stopniu) duńskiego. I vice versa. Podstawy gramatyki są bardzo podobne, jeśli nie identyczne. Oczywiście, istnieją bardzo ważne różnice na najbardziej zasadniczych płaszczyznach, a akcenty i dialekty są diametralnie inne (polega to m.in. na „lokowaniu” i projekcji dźwięków – Norwegowie dźwięki „wyrzucają”, Duńczycy się nimi dławią, a Szwedzi są gdzieś pomiędzy); nie jest jednak kłamstwem stwierdzenie, że po ogarnięciu podstaw jednego języka nordyckiego, podstawy drugiego przyjdą łatwo, bezboleśnie i po prostu intuicyjnie.

6. Otworzysz się na nowe perspektywy.

Na chwilę zejdę na ziemię i będzie pragmatycznie. Obecnie w Szwecji mieszka 10 milionów ludzi. Dodaj do tego szwedzkie diaspory na całym świecie i wielu Finów, który szwedzkiego uczą się normalnie w szkołach i zasadniczo mówią w tym języku bez zastanowienia. No i sporo mieszkańców Norwegii czy Danii. To prawda, Skandynawia posiada jest z najwyższych indeksów znajomości języka angielskiego, ale moje doświadczenia pokazują, iż ta „znajomość” jest jednak dość ograniczona. B1 to dla Szwedów tak optymalnie. Wskażą Ci drogę do toalety, ale na tematy trochę bardziej abstrakcyjne już nie pogadasz. Poważnego biznesu po angielsku możesz nie zrobić, a przynajmniej – nie wszędzie i nie z każdym. A propos biznesu…

7. Scania, Skanska, Volvo, Ericsson, H&M, Electrolux, ABB, IKEA, Spotify, Soundcloud i wiele innych.

Naprawdę muszę rozwijać?
Nie, nie muszę.

8. Szwedzka kultura jest niesłychanie złożona.

Kto nie chciałby przeczytać w oryginale „Alla vi barn i Bullerbyn” ukochanej Astrid Lindgren; sagi z Fjällbacki znakomitej pisarki tak zwanych „deckare” (współczesne kryminały) Camilli Läckberg czy innych thrillerów Stiega Larssona? Kto nie chciałby obejrzeć „Det sjunde inseglet” („Siódma pieczęć”) wielkiego Ingmara Bergmana bez rozpraszających, nieprecyzyjnych i trudnych do znalezienia napisów? Kto nie chciałby wiedzieć, o czym śpiewa Petra Marklund w „Händerna mot himlen”, Roger Pontare w „När vindarna viskar mitt namn”, Veronica Maggio w „Sergels torg” czy Laleh w „Bara få va mig själv”? Ponadto, szwedzkie media i strony internetowe dostarczają o wiele więcej informacji na temat powyżej wymienionych, jeśli tylko okazałoby się, że coś Was trochę bardziej zainteresowało. Polska Wikipedia wymięka. Ale chyba nikogo to nie szokuje.

9. Szwedzki znajduje wspólny grunt

z najpopularniejszymi dla nas językami – niemieckim i angielskim, zarówno w fonetyce, jak i zasobie słów. Dla każdego chociaż w niewielkim stopniu zainteresowanego językoznawstwem i wpływami kulturowymi język szwedzki stanowi istny raj na ziemi. Rozwój języków indoeuropejskich był bardzo naturalny i przepływowy. Czy wiecie, że angielskie słowo „window” najprawdopodobniej posiada swój źródłosłów w słowie „vindöga”? Teraz już wiecie. A to, że obecnie w Szwecji na okno mówi się trochę po niemiecku – „fönster” – to już nie moja wina.

Powodów jest 9, a nie 10, bo źle sobie policzyłem bo każdy z nas ma pewnie całkowicie różne marzenia, zainteresowania czy perspektywy. Dlatego bardzo polecam poszperać w internecie i poszukać sobie tego 10. powodu; mam nadzieję, że będzie to ostatnia rzecz, którą potrzebujecie, aby podjąć decyzję o rozpoczęciu nauki.

Rada ode mnie (możecie ją totalnie zignorować, bo to ode mnie): najlepszą metodą nauki języka nie jest kucie czy robienie ćwiczonek z książki sprzed kilku dekad. Najważniejsza jest imersja, całkowite zanurzenie w kulturze i języku danego kraju. Jeśli nie macie co robić w weekend – zapraszam na svt.play, gdzie możecie znaleźć seriale, teleturnieje czy dokumenty ze szwedzkimi napisami, które zawsze można zatrzymać, jeśli czegoś się nie zrozumie i poszukać w słowniku. Oczywiście – uczyć się „po staroświecku” też trzeba! Słownictwo, wkuwanie czasowników nieregularnych i robienie ćwiczeń z gramatyki – tego nie ominiecie. Zanurzenie, o którym mówiłem, może jedynie (albo aż!) zdecydowanie ułatwić sprawę. Także – powodzenia i jeśli macie jakiekolwiek pytania, to nie krępujcie się ich zadawać!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s