TILLBAKA TILL VARDAGEN?

Nie ma lepszego czasu na napisanie posta o świętach, niż od razu po ich końcu.
Więc piszę. Na obraz zimowej i świątecznej Szwecji składa się wiele elementów – tak jak my, Szwedzi mają pewne tradycje. Podobnie do naszych własnych zwyczajów, część z nich uległa już niestety zapomnieniu lub przynajmniej zniekształceniu z oczywistych powodów, którymi są m.in. globalizacja i chęć ciągłej modernizacji każdego aspektu życia. Ograniczę się jednak do 5 najważniejszych elementów, bez których szwedzkie święta z pewnością nie byłyby tak magiczne.

1. PEPPARKAKOR
W przekazywaniu podstawowej wiedzy dotyczącej szwedzkich świąt prawdopodobnie wyręczyła mnie już IKEA; pepparkakor (pierniczki) zna i uwielbia każdy z nas. A jeśli nie znasz – musisz koniecznie spróbować. Krakowska IKEA przy Conrada zaprasza. [audycja zawierała lokowanie produktu]
Pierniczki bardzo miło się je z numerem dwa, czyli:

2. GLÖGG
Kraków ma grzańca galicyjskiego, Szwecja ma glögg. Podobieństwo jest bardzo zasadnicze – i to, i to ma za zadanie rozgrzewać w zimie. Porządny domowy glögg osiąga koło 12-13% substancji, której nazwy nie wolno wymawiać. Jeśli chcesz jednak kupić jakiś w miarę normalny glogg – musisz niestety wybrać się do Systembolaget. Samo słowo „glögg” pochodzi od staronordyckiego czasownika „att glögda”, które oznaczało po prostu „rozgrzewać”. Logiczne. Grzaniec – rozgrzewa, a glögg… glögdar? Powiedzmy może, że värmer upp.

3. KALLE ANKA
W każdą wigilię Bożego Narodzenia (Julafton) o godzinie 3 po południu prawie cała Szwecja gromadzi się przed telewizorami w oczekiwaniu na… Kaczora Donalda. Według najnowszych informacji podczas nadawania Kalle Anka ponad 97% szwedzkich gospodarstw wybrało właśnie kreskówkę Disney’a. Przełożenia na polskie realia nie trzeba szukać długo – my mamy Kevina, oni Kalle Anka. A właściwie, co uświadomił mi niedawno chyba artykuł SVT, jest to KARL MAGNUS ANKA. Skąd takie tłumaczenie imienia bohatera? „En anka” to najzwyczajniej w świecie „kaczka”, co jest przynajmniej logiczne, natomiast Karl Magnus… bo czemu nie? Bardzo szwedzkie.

4. ADVENT KALENDER
Za czasów mojej młodości (mówię tak, jakbym był co najmniej w kwiecie wieku. Hiperbola. Chodziło o to, że całkiem dawno temu) popularne w Polsce były kalendarze adwentowe; miały 25 luk, od pierwszego grudnia aż do Bożego Narodzenia, a w każdej luce znajdował się jakiś prezent, najczęściej czekolada. Rachuba różni się od faktycznego znaczenia adwentu, bo sam adwent zaczyna się chyba już jakoś pod koniec listopada. W każdym razie, ważne że jest kalendarz i jedzenie. Nadaje sens życia z dnia na dzień, juhu.

5. LUCIA
Oczywiście nie mogłem pominąć świętej Łucji. Co prawda nie ma ona konkretnego i bezpośredniego połączenia z Bożym Narodzeniem, poza tym, że oba święta mają miejsce w grudniu (Lucia – 13 XII). Tradycja wynika z wierzenia ludzi średniowiecznej Europy, iż dzień 13 grudnia to dzień przesilenia zimowego (najdłuższa noc w roku). Oczywistym symbolem jest więc Łucja odziana w białe szaty i ze świecznikiem na głowie. Obchody tego święta do dziś są jednak obchodzone w całej Szwecji, szczególnie w tradycji kościelnej. Organizowane są białe marsze (z polskiej perspektywy brzmi to dziś co najmniej zabawnie), podczas których śpiewana jest włoska pieśń „Santa Lucia”. Co roku wydział filologii szwedzkiej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie organizuje spotkanie z okazji tej daty. Podobne wydarzenia organizowane są też m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i wielu innych miastach Polski. Zapraszam za rok, warto zobaczyć.

wp_20160706_21_49_32_pro

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s